Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 lipca 2011

Nowa gwiazda na piłkarskim niebie.

Neymar po raz kolejny udowodnił, że jest nieoszlifowanym diamentem w piłkarskim świecie. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do tego, że kwoty oferowane przez największe kluby Europy za jego transfer są mocno przesadzone, to po obejrzeniu poniższego filmu powinien zmienić zdanie.

Neymar do Juve ;)

środa, 8 czerwca 2011

Polska 2:1 Słowacja

Podobno nawet w nieszczęściu trzeba szukać pozytywnych aspektów dlatego gdyby nie atak wyrostka nie miałbym okazji obejrzeć dość wyjątkowego, jak na Andrychowskie standardy, wydarzenia. Na stadionie KS Beskid odbył się wczoraj mecz młodzieżowych reprezentacji Polski oraz Słowacji w piłkę nożną. Wstęp był darmowy, chociaż miałem przygotowane kilka drobniaków na wszelki wypadek. Pogoda idealna więc i kibice dopisali. Oprawa była bardzo solidnie przygotowana i nie można było się do niczego przyczepić. Rozdano białe oraz czerwone kartoniki, którymi wymachiwała publiczność podczas hymnu polskiego, granego na żywo przez orkiestrę (zakładam, że strażacką :P).

Mecz rozpoczął się od naporu polskiej reprezentacji co zaowocowało dwiema szybko zdobytymi bramkami (pierwsza była naprawdę ładna). Potem z chłopaków powietrze trochę uszło i dali sobie strzelić gola. Jednak spotkanie zakończyło się skromnym zwycięstwem biało-czerwonych.

Mam nadzieję, że to nie ostatni raz kiedy na andrychowskiej ziemi odbywają się zawody tej rangi. Poniżej kilka zdjęć zrobionych moim telefonem ;)




środa, 14 lipca 2010

W zdrowym ciele zdrowy duch.

(Przepraszam za brak polskich znakow, pisze ten tekst w pracy gdzie nie posiadam polskiego offica)


Od zawsze czulem potrzebe sportowej rywalizacji. Niewazne na jakim poziomie, zeby bylo interesujaco - musialem z kims konkurowac. Rowniez malo wazne bylo to co uprawiam. Karate, pilka nozna, siatkowka, pilka reczna, biegi, tenis stolowy – bez znaczenia. Zazwyczaj ograniczalem sie do SKS`ow oraz reprezentowania szkoly w zawodach (zreszta nie bez sukcesow ;)). Wyjatkiem byly pilka nozna oraz siatkowka. „Milosc” do tej pierwszej wyrazilem w ponad polrocznym pobycie w lokalnym klubie (dzielnie strzeglem bramki – mam nawet jeszcze stroj, w ktorym gralem). Jednak na horyzoncie pojawila sie nowa fascynacja. Poczatkowe zauroczenie przemienilo sie w szczera i oddana milosc. Siatkowka towarzyszyla mi od podstawowki po studia. Po drodze byly mistrzostwa wojewodztwa, vice-mistrzostwa makroregionu na vicemistrzostwie Polski szkol Ekonomicznych konczac. Trenowalem zazwyczal 2 razy w tygodniu w klubie, na SKS`y rowniez staralem sie uczeszczac. Nie wspomne o spontanicznych spotkaniach z moja kochanka – pilka nozna. Jak widac bylo tego sporo. Zawsze traktowalem to jako zabawe i swietny sposob na spedzanie czasu. Jednak nigdy sie nie oszczedzalem, zawsze dawalem z siebie wszystko, szczegolnie na meczach. Nigdy nie cofalem reki/nogi. Grozniejsze urazy mnie omijaly (zlamana noga sie nie liczy, aha no i nos tez :P). Omijaly i chyba nadal omijaja (bo podobno od zapalenia rozciegna podeszwowego sie nie umiera). Jednym slowem bajka.

To w takim razie po co ja to pisze? Otoz sa rozne bajki. Pomimo tego, ze groznych urazow nie mialem, to nie pamietam jakiegos dluzszego okresu w moim zyciu sportowym, kiedy nic mnie nie bolalo. Moze poza podstawowka, ale to bylo tak dawno ze nawet nie pamietam, a i nie mialo mnie jeszcze co bolec. W sredniej szkole pamietam, ze niezwykle czesto narzekalem na bole kolan. Bole przychodzily i odchodzily. Jak sie ma 180cm wzrostu to zeby cokolwiek na siatce zdzialas trzeba wysoko skakac. Zaczalem sie powoli przyzwyczajac, ze zawsze cos boli. Gdy zdarzaly sie jakies przerwy w siatkowce wszystko wracalo do normy. Wiedzialem, ze sport zawodowy to nie jest droga, ktora chce obrac w zyciu, wiec nie bylo problemu. Poswiecenia byly warte radosci jakiej dostarczala mi ta gra. Na studiach nadal trenowalem. W AZS-ie dwa razy w tygodniu plus pilka nozna ze znajomymi raz za czas. Kolana przestaly mnie meczyc, ale bol przesniosl sie w dol, w kierunku stop. Ciezko powiedziec kiedy zaczalem odczuwac dyskomfort w chodzeniu, ale bez watpienia bylo to juz kilka lat temu. Tutaj troche dziwna sprawa, bo sportu troche mniej uprawialem, a bole byly nieznosne. W koncu po latach postanowilem isc do lekarza i okazalo sie, ze to nie przypadek. Cos w tej stopie siedzie i mnie „rozpala” ;)

Teraz do puenty. Bedzie krotko i brutalnie. Sport zawodowy niszczy zdrowie. Nigdy zawodowo go nie uprawialem, ale skoro takiego amatora jak ja, ciagle cos boli, to co musi czuc prawdziwy sportowiec. Zdaje sobie sprawe, ze wspolczesna medycyna jest na wysokim poziomie, a zawodnicy otrzymuja swietna opieke. Jednak kariere zazczywaj konczy sie przed ukonczeniem 40 lat. A co potem? Z jakimi problemami borykaja sie sportowcy? Tych, ktorzy zarobili sporo, stac na dobra opieke medyczna. Jednak co ze sredniakami? Ciekaw jestem jak wyglada ich zycie.

Zatem czy wyczerpanie organizmu, zlamane kosci, siniaki,otarcia, blizny, omdlenia, zwichniecia i skrecenia nie powinny odstarszyc od uprawiania sportu? Czy durnowate bieganie za pilka jest warte tych kontuzji?

OCZYWISCIE ZE TAK!!!

Chocby mnie kazda czesc ciala bolala to nigdy nie zrezygnuje ze sportu! Nigdy nie przestane robic czegos co sprawia, ze czuje sie soba! W sporcie nie chodzi o to, zeby strzelic gola, zdobyc punkt czy rzucic kosza. Chodzi o to zeby rywalizowac, czerpac z tego radosc i wspaniale spedzac czas. Emocje graja w sporcie pierwszorzedna role. To one przeciez sa odpowiedzialne za powstanie „sportu”. Dlatego poki na kazda mysl o tym, ze za chwile bede mial okazje zagrac w noge czy przyjac kilka zagrywek, moje serce zaczyna szybciej bic – bede uprawial sport. Chwilowa przerwa jest kompletnie bez znaczenia. I will be back!

sobota, 26 czerwca 2010

Mistrzostwa niespodzianek

Za kilka minut rozpocznie się pierwszy mecz fazy pucharowej mistrzostw świata.
Czas na krótkie podsumowanie. Oczywiście bardzo subiektywne, bo w końcu jest to blog ;)

W najbardziej szalonych przewidywaniach nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Mistrz oraz vice-mistrz świata odpada w fazie grupowej. Nie zdarzyło się to jeszcze nigdy w historii piłki nożnej! Gdzieś w głębi zawsze będę darzył reprezentacje Włoch pewną dozą sympatii, nieważne jak nieatrakcyjnie czy nieskutecznie będą grali. Jednak tym razem się cieszę, że ich nie ma na mundialu. Słowacja jest skazana na pożarcie w kolejnych fazach mundialu, ale piłka nożna rządzi się swoimi prawami :) Trzymam kciuki za sąsiadów z południa!

Do półfinału awansuje ktoś z czwórki Urugwaj-Korea Pd.-USA-Ghana. Osobiście chciałbym, aby w ćwierćfinale spotkały się reprezentacje Urugwaju oraz Ghany. Urugwaj prezentuje się wyśmienicie w tych mistrzostwach, a Ghana broni honoru czarnego lądu.

Cieszę się z pojedynku Anglii z Niemcami. Dlaczego? Z pewnością nie ze względu widowisko sportowe, a fakt, że ktoś z nich musi odpaść :D Nie lubię obu reprezentacji i nie życzę im dobrze. Oby odpadli w ćwierćfinale z Argentyną.

Muszę również przyznać, że kamień spadł mi z serca po wygranym meczu Hiszpanów z Chile. Bardzo nie chciałem, aby mistrzowie Europy spotkali się z Brazylią już w 1/8. Nie miałbym jednak nic przeciwko takiemu finałowi. Niestety styl gry Hiszpanów nie jest taki, do jakiego nas przyzwyczaili choćby podczas mistrzostw Europy. Miejmy nadzieję, że się jeszcze chłopaki rozkręcą.

Bardzo dobre wrażenie robi na mnie zespół z Chile, który bądź co bądź wygrał wczoraj z Hiszpanami drugą połowę, grając w dziesiątkę! Obawiam się jednak, że wykluczenia obrońców oraz niezwykle wybuchowy temperament całego zespołu przyczynią się do wyraźnej porażki z Brazylią :/ Wytrzymają zapewne 20, 30 minut wyrównanej walki ale to zdecydowanie za mało...

Mecz Urugwaju z Koreą już trwa. Suarez zdążył już wpisać się na listę strzelców, bo fatalnym błędzie bramkarza. Będzie ciekawie !!!

wtorek, 15 czerwca 2010

Gdzie to szaleństwo?

Za nami 4 dzień piłkarskich Mistrzostw Świata. Miało być pięknie i efektownie, a tymczasem obejrzałem raptem trzy spotkania. Z tego co pamiętam średnio na mecz pada 1,63 bramki. Tak niskiej skuteczności nie było od 1990. A przecież Adidas stworzył super piłkę, która miała latać jak szalona. Jak się okazuje, rzeczywiście lata jak szalona ale nikt nie wie gdzie. Na dodatek dostaje sporego poślizgu po zetknięciu z murawą, która notabene mówiąc nie jest w pełni prawdziwa! (jakby nie mogli przeprowadzać testów kiedy indziej).

Dodając fakt, że drużyny starają się za wszelką cenę nie przegrać pierwszego spotkania, na meczach wieje nudą! Gdyby nie błędy bramkarskie, karny i samobój bramek byłoby jeszcze mniej. W meczu Japonia-Kamerun do 40 minuty nikt nie oddał strzału na bramkę! Ludzie! Co się dzieje? Brać się do roboty i biegać po tym boisku! Ja wiem, że wuwuzele doprowadzić mogą do szaleństwa (bo skoro wielu fanów już przed telewizorem dostaje białej gorączki, to co mają powiedzieć piłkarze...) i wiem, że jest problem z aklimatyzacją, ale panowie postarajcie się chociaż trochę!

Dzisiaj dzień 5. Jestem pełen optymizmu gdyż o 16 odbędzie się spotkanie Wybrzeża Kości Słoniowej z Portugalią. Osobiście jestem za ekipą z czarnego lądu. Mają ogromny potencjał. Wieczorem zagra Brazylia, a jutro Hiszpania. Miejmy nadzieję, że jest to zwiastun lepszej gry. Niestety bardzo prawdopodobnie nie będzie mi dane zobaczyć Mistrzów Europy w akcji, gdyż szczerze wątpię w telewizor w szpitalu. Ale kto wie :) Tak na marginesie, trzymać kciuki żeby mi dobrze nos złamali, a potem go dobrze nastawili :P

sobota, 12 czerwca 2010

Mistrzostwa Świata 2010 - typy

Wiem, że Mistrzostwa Świata trwają od wczoraj ale nie miałem czasu na napisanie posta. Oto jak typuje rozgrywki grupowe.

Grupa A:
1.Francja
2.Meksyk
3.Urugwaj
4.RPA

Grupa B:
1.Argentyna
2.Nigeria
3.Grecja
4.Korea Pd.

Gruba C:
1.Anglia
2.USA
3.Algieria
4.Słowenia

Grupa D:
1.Niemcy
2.Serbia
3.Ghana
4.Australia

Grupa E:
1.Holandia
2.Dania
3.Kamerun
4.Japonia

Grupa F:
1.Włochy
2.Paragwaj
3.Słowacja
4.Nowa Zelandia

Grupa G:
1.Brazylia
2.Wybrzeże Kości Słoniowej
3.Portugalia
4.Korea Pn.

Grupa H:
1.Hiszpania
2.Chile
3.Szwajcaria
4.Honduras

Wasze komentarze mile widziane.

Ja tymczasem zmykam sobie jakiś okład zrobić bo moja twarz po czwartkowym meczu wygląda jakby...ktoś mi z buta przywalił.

niedziela, 6 czerwca 2010

Mundialowe szaleństwo czas zacząć.

Już w najbliższy piątek o godzinie 16.00 rozpocznie się pierwszy mecz Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej odbywających się w Republice Południowej Afryki. Od tego dnia przez równy miesiąc będziemy mogli śledzić zmagania najlepszych piłkarzy na świecie i może w końcu to nie "M jak Miłość" będzie najpopularniejszym programem emitowanym w polskiej telewizji.

Teraz kilka zdań o tym jak według mnie będzie wyglądał ten Mundial. Mam niestety kilka obaw z nim związanych:

1. Po raz pierwszy w historii, organizacje mistrzostw powierzono krajowi afrykańskiemu. Jestem pewien, że starano się dopiąć wszystko na ostatni guzik. Dla kraju to przecież ogromna szansa (podobnie jak dla Polski Euro 2012). Jednak sam fakt, że są problemy ze sprzedażą wszystkich biletów o czymś świadczy. Kibiców odstrasza odległość oraz obawa o swoje bezpieczeństwo. W końcu wciąż jest to Afryka, a wedle stereotypów to przecież kraj pustyni i Beduinów. Bardzo ciekawi mnie infrastruktura miast, w których odbędą się mecze. Oby była wystarczająco dobra oraz oby sytuacja z ostatniego Pucharu Afryki, gdzie ostrzelano autobus graczy Togo, się nie powtórzyła.

2. Nieciekawe losowanie. Jak napisał Michał Pol na swoim blogu Mundial rozpoczyna się dopiero po fazie grupowej. W mojej opinii jedynie 3 grupy mogą dostarczyć nam emocji już na początku rozgrywek.

Grupa A: RPA, Meksyk, Urugwaj i słaba ostatnio Francja (oby nie strzelili nawet jednego gola!)
Grupa E: Holandia, Dania, Japonia, Kamerun
Grupa G: Brazylia, Korea Północna, Wybrzeże Kości Słoniowej i Portugalia (zdecydowanie grupa śmierci).

Ciężko mi uwierzyć w ciekawą rywalizację w innych grupach. Faworyci nie powinni mieć problemów, ale w końcu to sport, więc wszystko może się zdarzyć.

3. Osobiście nie podobają mi się godziny rozgrywanych spotkań, bo kurde będę wtedy w pracy! 13:30? Co to za pora jest? Wtedy lecą powtórki telenowel albo jakiś telesklep! O ile nie znajdę sprytnego sposobu żeby oglądać mecze w pracy, będę musiał śledzić wyniki przez radio lub livescore.com :(

4. Doping (ale ten dozwolony :)) Ostatnimi czasy nasza wspaniała reprezentacja miała okazję zmierzyć się z RPA w towarzyskim spotkaniu. Mecz odbył się na czarnym lądzie przy ogłuszającym dopingu południowo-afrykańskiej publiczności. Wszystko spoko. Ale zakazać wnoszenia tych śmiesznych trąb !!! Mojemu dziadkowi wydawało się, że słyszy rój pszczół :) To jest nie do wytrzymania. Kompletnie brak jakiegokolwiek porządku. Zapewne jest to spowodowane brakiem doświadczenia w kibicowaniu, oraz temperamentem afrykańskiej publiczności, nie mniej jednak bardzo irytuje. Mam nadzieję, że na samym Mundialu będzie lepiej. W końcu mają przyjechać zagraniczni kibice, którzy kilka przyśpiewek znają :)

5. Sędziowie. Mundial w Korei przeszedł do historii nie ze względu na poziom sportowy, czy panującą atmosferę na stadionach. Przeszedł do historii "dzięki" skandalicznemu sędziowaniu. To właśnie "dzięki" tym dwóm panom: Gamal Al-Ghandour oraz Byron Moreno Korea dotarła, aż do półfinału. Nie chcę aby sytuacja się powtórzyła. Nieważne jak dramatyczny byłby poziom sędziowania, prezydent FIFA Platini zawsze powie, że było ok (prawie jak Listkiewicz). Nie jestem jego zwolennikiem. Uważam, że jest zbyt konserwatywny w swoich rządach, chociaż nie można mu odmówić tego, że ostatnio powoli się zmienia (np. decyzja o wprowadzeniu dwóch dodatkowych sędziów za bramkami). Miejmy nadzieję, że po prostu wygra najlepszy (czyli Hiszpania :P).


Na koniec dodam, że wierzę w Afrykę. Ten Mundial będzie udany, podobnie jak Euro w Polsce. Zobaczycie ja Wam to mówię :)

PS. Niedługo postaram się podać moje typy i zachęcam do podawania swoich!

środa, 5 maja 2010

Przerwa...

Nie podoba mi się to, że większość postów rozpoczynam od stwierdzenia jak dawno mnie tu nie było. Najwyraźniej nie odczuwam potrzeby pisania. Dziś mam jednak trochę czasu więc skrobnę co nieco.

Jest maj. Za oknem pada, ale i tak lepszy maj niż kwiecień. Myślę, co się u mnie ciekawego zdarzyło w kwietniu, ale nie mogę sobie przypomnieć, oczywiście poza urodzinami bliskiej mi osoby. Minął kolejny miesiąc mojej pracy w UBS i już zdaję sobie sprawę, że nie jest to praca mojego życia. Nie narzekam. Póki co mi się podoba bo robię co lubię i dostaję za to pieniądze. Ale przed Euro2012 wypadałoby coś zmienić. Jednak to średnio-terminowe plany.

Już niedługo, bo za 3 tygodnie, wielki koncert AC/DC w Warszawie. Biorę 2 dni wolnego, bo przecież w piątek po koncercie nie wrócę na bani do pracy :P AC/DC chyba nową płytę wydaję, a przynajmniej singiel bo wiem, że ich muzyka jest wykorzystana w Iron Manie 2. Swoją drogą ciekawe czy będzie tak ciekawy jak pierwsza część. Szczerze wątpię.

Jeśli chodzi o kino, to byłem ostatnio z moją lubą na "Starciu Tytanów". Utwierdziłem się w przekonaniu, że podstawa sukcesu do dobry trailer. Film okazał się kompletną klapą. Nie oczekiwałem wiele, ale nawet ciekawych scen walki nie dane mi było zobaczyć. Efekty niby dobre, ale nie wszystko da się nimi zatuszować. I tutaj zgrabnie przejdę do jednego z moich podstawowych tematów, a mianowicie piłki nożnej. Podczas tego seansu odbywał się półfinał ligi mistrzów między Barceloną, a Interem...

Nie będę się rozpisywał. Inter zasłużył na zwycięstwo i w finale to im będę kibicował. Jest to jeden z najbardziej znienawidzonych przeze mnie klubów, ale bądź co bądź co bądź reprezentują włoską piłkę. Bayern awansował tak wysoko m.in. dzięki niesłusznie uznanej bramce przeciwko Fiorentinie (2 metrowy spalony) oraz szczęśliwej drabince. Jeśli nie Viola to United powinien był sobie z Bawarczykami poradzić. Nie wyszło. Zabrakło obrony oraz Rooney`a. O słabym Lyonie nie wspomnę. Finał powinien być formalnością, głównie ze względu na brak Riberego, (Robben będzie szczęściarzem jeśli dotrwa do końca meczu bez kontuzji) i 'The Special One'.
Polecam blog Michała Pola, a szczególnie ten wpis i komentarze czytelników:
Dzien w którym umarł futbol

Dobrze słyszałem, że finał jest 22 Maja? Przecież to sobota. WTF ??

Ostatnio trochę czasu straciłem na NBA 2k10. Przyznam, że gierka super ale na szczęście zepsuł się sejw więc uwolniłem się od uzależnienia ;) Jutro gram w nogę z jakimś PIOMETEM. Trzymajcie kciuki bo może w końcu będę grał w napadzie. Hat-trick musi być!!!

Hmmmmm....Co jeszcze...O! Wczoraj widziałem drugą część Świętych z Bostonu. Trochę się zawiodłem. Brakowało tego klimatu. Widoczny Hollywood. Na szczęście twórcy zostawili sobie furtkę na trzecią część, więc może uda im się zrehabilitować.

Film, który mogę polecić to Hurt Locker. Głównie dla ludzi o mocnych nerwach. Nie będę się rozpisywał. Warto i tyle!

Wypadałoby wrzucić jakiś obrazek albo filmik bo ciężko się pewnie tak "na sucho" czyta.



Posłuchajcie komentatora. Nie, on się nie zaciął :)

I jeszcze jedno.
Rozmawiałem ostatnio z Kermitem. Poważnie :)

sobota, 13 marca 2010

Winter respect

Niedawno zakończyły się XXI Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Vancouver. Postanowiłem więc napisać parę słów o tym jak, wg mnie, one wyglądały. Pewnie nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że nie byłem i nigdy nie będę specjalnym entuzjastą sportów zimowych. Na nartach jeździłem może 5 razy w życiu i zazwyczaj "na krechę". Dwa tygodnie temu po raz pierwszy byłem na lodowisku (dobrze, że tego nie widzieliście ;)). Mówiąc, krótko nie pasi mi to.
Jednak Olimpiada to co innego. To jest coś wyjątkowego. Nieważne czy jest to half-pipe, curling czy short-track. Polaków trzeba oglądać !!!

We wszystkich dotychczasowych igrzyskach Polacy zdobyli jedynie 8 medali, z czego aż 4 byłem świadkiem za swojego życia (może więcej, ale cztery pamiętam). Tym razem wszyscy spodziewali się czegoś więcej. Jak się okazało, nie bezpodstawnie.
Dwa srebra Adasia, 3 kolory Justyny i niespodziewany brąz panczenistek. O ile Kowalczyk była murowaną faworytką to Adaś nas jednak zaskoczył. Wszyscy wiemy do czego jest zdolny, i muszę przyznać, że po cichu liczyłem, że młodzi gniewni typu Schlirenzauer nie wytrzymają psychicznie, a Małysz wskoczy na podium. Jak wyglądały konkursy wszyscy wiemy. Simmon poza zasięgiem (afera z wiązaniami przewrotnie dodała mu skrzydeł), a Adaś dwukrotnie drugi. WIELKI RESPECT!

Teraz Kowalczyk. No cóż, zrobiła co do niej należało. Zdobyła złoto (takiego finału nikt się nie spodziewał! okazuje się, że nawet biegi narciarskie mogą być emocjonujące!). Delikatny niesmak niestety pozostał. Szanuję ją za to, że mówi szczerze, jednak trzeba liczyć się z konsekwencjami swoich słów. Problem astmatyczek w biegach rzeczywiście istnieje, ale należało ten temat poruszyć po Olimpiadzie. Gratulacje Justyna, oby tak dalej.

Na koniec dwa zdania o panczenistkach. Jesteście wielkie :)Według mnie to świetne zgranie i przygotowanie taktyczne zadecydowały o medalu. Szczególnie widoczne było to z amerykankami, gdzie jedna z nich nie wytrzymała narzuconego tempa i opadła z sił przed samym finiszem. Oby więcej takich miłych niespodzianek.

Podsumowując. Sportowo Igrzyska niezwykle udane. 6 medali i 13 miejsce w klasyfikacji generalnej ! Ludzie 13 miejsce na ŚWIECIE! Co z tego że jest nas prawie 40 mln ?? Nie mamy profesjonalnych stoków narciarskich oraz lodowisk. System stypendiów sportowych kuleje. Niewielu jest wykwalifikowanych trenerów, a jeszcze mniej szkółek dla młodzieży. Brakuje pieniędzy niemal na wszystko (lepiej wydać 400 mln zł na stadion krakowskiej Wisły, która rady nie daje z Levadią Talin czy Arką Gdynia!), a jednak zdobywamy te medale. I mówię Wam zdobywać będziemy. Może nie tyle co na ostatnich Igrzyskach, ale zawsze coś wpadnie. A dlaczego ???

Bo wśród polskich sportowców, są ludzie, którzy mają cel w życiu. Są uparci, zawzięci i profesjonalni. Nie przejmują się brakiem pieniędzy, sprzętu i zaplecza technicznego. Robią to bo mają potrzebę bycia kimś wielkim. Bycia najlepszym w tym co robią. I właśnie takim ludziom należy kibicować.



Źródło: http://www.vancouver2010.com/olympic-medals/

PS. REALU NIE MA JUŻ W LIDZE MISTRZÓW :D O TYM I O "ODRODZENIU" JUVE W NASTĘPNYM POŚCIE.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Forza Juve!

Powiem krótko. Derby Włoch dla JUVE !!!
Mimo faktu, że Inter nadal ma 5 punktów przewagi nad bianco-neri, którzy przed sobą mają jeszcze graczy Milanu to Juventus przez następne tygodnie rządzić będzie we Włoszech.
Do spotkania przystępowałem z negatywnym nastawieniem. Biorąc pod uwagę prezentowany ostatnio styl gry i kompromitującą porażkę z Cagliari, szczerze mówiąc nie wierzyłem w końcowy sukces. Jednak Juve jeszcze nigdy nie grało tak chimerycznie jak w tym sezonie. W jednej kolejce niszczą Sampdorię 5:1 by w kolejnych, pomimo prowadzenia 2:0, ostatecznie przegrać z Napoli 2:3.
Kadrowo sytuacja wyglądała (o dziwo!) lepiej w drużynie z Turynu. Brakowało jedynie Iaquinty i Hasana. Inter natomiast nie mógł liczyć na Sneijdera, Maicona i Quaresme. Jak się okazało brak tego pierwszego był niezwykle widoczny podczas meczu ale do tego dojdziemy.
Wielkie nadzieje pokładałem w 12 zawodniku Juventusu - Muntarim. Nie widzę powodu, dla którego ten zawodnik gra w takim klubie jak Inter. Jego miejsce jest co najwyżej w klubie typu Portsmouth czy Stoke City. Nie za bardzo rozumiem również jego rolę na boisku. W ofensywie nie istnieje. Słabo podaje, ma ograniczony przegląd pola a strzał z dystansu na pewno nie jego największą bronią. Może więc defensywa? Tutaj trochę lepiej, chociaż niezwykle szybko dostaje żółte kartki (bardzo zasłużenie!) i musi ograniczać się do mniej kontaktowej gry.
Wracając jednak do samego spotkania. Podobnie jak El Clasico piłkarsko na pewno nie porwało. Nie brakowało jednak ostrej walki i kontrowersyjnych sytuacji. Wynik spotkania otworzył Felipe Melo (chociaż w trakcie meczu realizatorzy trzykrotnie zmieniali zdanie najpierw twierdząc, że to Brazylijczyk zdobył gola, potem Chiellini a na końcu nawet Del Piero :) ), który strącił piłkę głową, ale gdyby nie delikatny rykoszet Julio Cesar nie miałby problemów z jej złapaniem. Radość kibiców Juventusu nie trwała jednak długo, gdyż już po zaledwie 5 minutach Samuel Eto`o wykorzystał dogodną pozycję i bardzo precyzyjnym strzałem nie dał szans bezradnemu Buffonowi. Błąd przy tej sytuacji popełniła defensywa Juventusu dając Kameruńczykowi zbyt dużo miejsca. Warto wspomnieć, iż po zdobytej przez Juventus bramce na trybuny odesłany został Jose Mourinho. Powodem były ironiczne oklaski skierowane w stronę sędziów, którzy mieliby uznać bramkę strzeloną ze spalonego (powtórki dobitnie wykazały, iż spalonego nie było).
Po wyrównaniu Eto`o tempo meczu spadło. Nie brakowało jednak ostrych starć z obu stron.W 58 minucie Juventus przeprowadził akcję, która przyniosła upragnioną bramkę. Sissoko uderzył z dystansu, a do piłki wybitej przez ,będącego w słabej formie, Cesara dopadł Marchisio. Z zimną krwią minął Samuela i umieścił piłkę w siatce lekkim podcięciem. Tym samym pokazał, że w niedalekiej przyszłości może stanowić o sile włoskiej reprezentacji.
O dziwo po stracie gola Inter nie rzucił się do szaleńczych ataków. Przejął inicjatywę, jednak nie kwapił się do strzelenia gola. W 60 minucie na boisku pojawił się Balotelli. Wtedy zaczęły się dziać nieprzyjemne sprawy. Młody Włoch prowokował oraz wymuszał faule. Od strony piłkarskiej nie pokazał nic. Jednak swoim zachowaniem zdołał przekonać sędziego do pokazania Melo drugiej żółtej kartki i w konsekwencji czerwonej. Kartka była jak najbardziej zasłużona, gdyż Brazylijczyk wyraźnie chciał uderzyć Włocha w twarz jednak nie trafił (a szkoda ;)). Balotelli padł na ziemię niczym rażony piorunem trzymając się za twarz. Tego było już za wiele. Nawiązała się szamotanina. Nawet Gigi Buffon nie wytrzymał i dołączył do przepychanek. Uwierzcie mi wiele widziałem, ale tak wkurzonego Buffona nigdy. Balotelli w konsekwencji otrzymał żółtą kartkę i do końca meczu nie zrobił już nic wartego wspomnienia. Mecz zakończył się ostatecznie zwycięstwem Juve 2:1.
Na pochwałę na pewno zasłużył Martin Caseres, Marchisio oraz ,jak zwykle, Giorgio Chiellini. Dystans to Interu zmniejszył się. Jednak nadal to aż 5 punktów. Mimo, że piłkarsko Inter rzeczywiście jest drużyną o trochę wyższych umiejętnościach, to jako marka oraz zespół jest daleko za Juve. Wystarczy tylko przeczytać jak OFICJALNA strona interu komentuje sobotnie derby: "Faul Waltera Samuela na Alessandro Del Piero którego nie było, niepodyktowany rzut karny za przewinienie Fabio Cannavaro na Samuelu oraz Martina Caceresa na Diego Milito, a także kontrowersyjne odesłanie Jose Mourinho na trybuny". Kto widział mecz zgodzi się, że żadna z powyższych sytuacji nie była nawet kontrowersyjna. Szkoda, że Inter nadal nie dorósł do bycia mistrzem.
Można zdobyć mistrzostwo ale nie być mistrzem...

FORZA JUVE !!!

sobota, 28 listopada 2009

El Clásico

Wielkimi krokami zbliża się jeden z najbardziej ekscytujących pojedynków piłkarskich tego globu. W tym roku konfrontacja FC Barcelony z Realem Madryt jest szczególnie ciekawa, ponieważ Królewscy mają w końcu zespół mogący poważnie zagrozić faworyzowanej przez wielu Barcelonie. Bajońskie sumy wydane przez prezydenta Realu Pereza, muszą na siebie zarobić, a przecież nie ma lepszej okazji niż upokorzenie wielkiej Barcy na Camp Nou. Niestety wygranej Barcelony nie jestem już tak pewien jak rok temu.

Pomimo świetnego meczu z Interem, Barca ostatnio nie przekonuje. Remis z Bilbao na wyjeździe bezwzględnie wykorzystali Królewscy zajmując pozycję lidera, co niewątpliwie podbudowało ich nadszarpnięte morale. Jednak kluczowy może okazać się powrót C. Ronaldo. Bez niego Real nie jest już tak groźny. Póki co nie sprawdzają się Kaka i Benzema, a ktoś przecież musi zdobywać gole.

Kibicie Realu zacierali niedawno ręce z powodu kontuzji Messiego i Zlatana, oraz szalejącej grypy, która zdołała powalić kilku ważnych piłkarzy Barcy. Jednak Argentyńczyk i Szwed trenowali już z resztą zespołu i można się ich spodziewać w wyjściowej jedenastce. Podobnie jest z Yaya Toure, który zwalczył wirus N1H1 w zaledwie 7 dni i dostał od lekarzy zielone światło na występ w jutrzejszym spotkaniu.
Wygląda na to, że kłopoty kadrowe Barca ma już za sobą. Dodatkowo Iniesta oraz Abidal przedłużyli kontrakty o kolejne lata.

Plan Pellegriniego opierać się ma na wyeliminowaniu Xaviego, który według madryckiego szkoleniowca jest mózgiem drużyny. Ma to zapewnić Xabi Alonso, który indywidualnie ma pokryć Xaviego oraz taktyka dłuższego przetrzymywania piłki. Jak to będzie wyglądać w praktyce? To się okaże jutro.

Sercem jestem za Barceloną, która jest dla mnie tym co najlepsze w piłce (oprócz Valdesa :). VISCA EL BARCA !!!

wtorek, 3 listopada 2009

"Złota reguła"

Dzisiaj rozpoczynają się Klubowe Mistrzostwa Świata w siatkówce. Szczerze mówiąc to nawet nie wiem gdzie dokładnie. Wiem tyle, że organizują je Arabowie. A jak Arabowie to oczywiście musi za tym stać kasa. Ich turniej musi różnić się od wszystkich bo przecież są wyjątkowi. Wpadli oni więc na pomysł, aby... zmienić zasady gry w siatkówkę!!

Według nowych zasad atak po przyjęciu zagrywki może być wykonany jedynie z drugiej linii. W praktyce oznacza to bezrobocie środkowych w ataku i ograniczenie ich roli do bloku (mają możliwość ataku tylko w kontrze, a i wtedy jest sporo innych wariantów rozegrania). Spada również rola przyjęcia, bo co za różnica czy jest idealne jak i tak trzeba rozegrać świecę na drugą linię gdzie czeka już podwójny albo potrójny blok.

Najśmieszniejsze jest to, że FIVB zgodziło się na taki eksperyment. Swoją drogą ciekawe co im Arabowie obiecali w zamian...

Jest godzina 16:32. Trwa drugi set meczu Skry Bełchatów z Al-Ali Zielona Budka (nie chce mi się sprawdzać jak oni się nazywają bo to totalnie bez znaczenia jest). Wygląda to kurde KOMICZNIE. Mecz totalnie bez tempa, emocji i efektownych akcji. Czytałem przedmeczowe wypowiedzi Stephana Antigi, który chce jak najszybciej zakończyć ten turniej, gdyż dla niego nie ma on nic wspólnego z siatkówką. Zgadzam się z nim w 110%!!!

Po pierwszym w miarę wyrównanym secie (wygranym przez SKRĘ), nasi pokazują teraz jak się gra w siatkówkę i wygrywają 12:3. Jednak nie będę oglądał tej farsy. Idę pograć w prawdziwą siatkówkę. Może nie na takim poziomie, ale prawie ;)

poniedziałek, 19 października 2009

Świeża krew

A może by tak na trening piłkarskiej reprezentacji Polski (najbliższy pewnie za 2 lata) zaprosić takich "fristajlowców" ? Z pewnością nauczyliby czegoś naszych wielkich kopaczy. Niech ich chociaż zarażą pasją. Bo szczerze mówiąc to nawet tego chyba "naszym" brakuje ;)

sobota, 25 kwietnia 2009

I`m back

Czemu mnie tak dawno tutaj nie było.
Bardzo dawno. Muszę nadrobić zaległości.
Nie wiem czy to pogoda za oknem sprawia, że nie chce mi się pisać i znajduję sobie inne zajęcia, w każdym razie świeci tu pustkami.

Nie mam ostatnio nastroju na poruszanie "ciężkich" tematów.
Zacznę od tego co się u mnie dzieje.
Po pierwsze
Najpierw sprawa nieszczęsnego PKS czyli Przeglądu Kapel Studenckich. Mimo Waszej pomocy, za którą dziękujemy, nie udało się nam awansować do finałowej 10. Głównie dlatego, że strona muzzo.pl jest, delikatnie mówiąc, niedoskonała. Zwycięskie zespoły oszukały pisząc bota, który głosował za nich. Mam nadzieję, że dostali baty od sędziów na finale :)

Po drugie.
Z drużyną AZS`u UEK niestety nie awansowaliśmy do finałów w Poznaniu. W meczu o wszystko trafiliśmy na AZS AWF i nie daliśmy rady. Wiele czynników złożyło się na naszą przegraną, ja winię słabą taktykę i brak zaangażowania. Ale mówi się trudno. Przy najmniej mam "wolny" weekend majowy.

Po trzecie
Gramy koncert w najbliższy poniedziałek czyli 27 kwietnia gramy koncert w klubie Indigo (czyli tam gdzie zazwyczaj ;). Zapraszamy serdecznie, wstęp oczywiście wolny :D Mam nadzieję, że po koncercie razem się napijemy :)

W najbliższym czasie napiszę coś o muzyce. Może kogoś zainteresuję ;)
Tymczasem cya!!

niedziela, 15 marca 2009

Almost perfect weekend

Co za weekend.
Dawno nie było tak udanego końca tygodnia w moim wykonaniu.
Piątek stał pod znakiem koncertu.
Tym razem zagraliśmy w maleńkim klubie Kornet, który mieści się dokładnie na przeciwko kina Kijów.

Nie było podniecenia, pośpiechu. Chciałem to zrobić na luzie i w pewnym chociaż stopniu profesjonalnie. Troszkę się podłamałem gdy zobaczyłem jak mały jest ten lokal. Ale dla chcącego nic trudnego. Rozłożyliśmy sprzęt, krótka próba i jedziemy. Nie było tłumów :P Nie to co w Indigo ale i tak kto miał być to był za co Wam dziękuję.
Atmosfera bardzo swojska. Zero stresu. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie sprzęt.
"Złośliwość rzeczy martwych". Młodemu podczas naszego ulubionego "All Nightmare Long" spadł hi-hat i do dwukrotnie :/ Nie przestaliśmy grać ale efekt nie był najlepszy :)
Reszta poszła bardzo dobrze. Szczególnie Master wymiatał :P Aha, w końcu się dobrze słyszałem dlatego było całkiem nieźle z wokalem :P:P
Czy 13 w piątek wpłynął jakoś na nasz koncert? Na siłę można by podciągnąć te nieszczęsne talerze ale przecież shit happens.

Następnego dnia, czyli wczoraj, zaplanowany był finał Małopolskiej Ligi Akademickiej w piłce siatkowej. Tak się składa, że mam zaszczyt być członkiem tej ekipy od 4 lat:)
Do finału przystępowaliśmy jako jedyna niepokonana drużyna. Naszym przeciwnikiem był AZS AGH, który, ku zaskoczeniu wielu, pokonał w półfinale mocno faworyzowany AZS AWF. My jednak nie boimy się nikogo:) Mecz został rozegrany na hali Politechniki Krakowskiej a jego początek zaplanowany był na godzinę 16. Porządna rozgrzewka. Chwila czasu na przyzwyczajenie się do kamer krakowskiej telewizji :P i jedziemy z koksem :D

Jakby ktoś jeszcze nie wiedział to gram na libero :P
Mecz rozpoczął się fantastycznie dla nas! Wychodziło dosłownie wszystko. AGH nie miał żadnego pomysłu na grę. Brakowało przyjęcia, zagrywki i kończących piłek. Gdy było 15:5 wiedziałem, że pierwszy set jest nasz. Rzeczywiście tak było. Wygraliśmy 25:12. Pewne było, że AGH tanio skóry nie sprzeda. Drugi set to już inna historia. Punkt za punkt. Wyrównana walka. Kilka błędów w ataku z naszej strony i AGH wyszedł na prowadzenie. Nie na długo. Wzięliśmy się w garść. Blok zaskoczył i już było dobrze. Końcówka nerwowa. Na szczęście zwycięska dla nas! 26:24. Jesteśmy o krok od mistrzostwa.

Trzeci set podobny do drugiego. Znowu przez środek seta przegrywaliśmy. Ale co to znaczy motywacja. Wyjaśniliśmy sobie co nie co i od razu było lepiej! Kilka bloków, udane kontry i to my mieliśmy piłkę meczową. Niestety atak w aut. Ale gramy dalej. Druga meczówka znowu nie skończona. Do trzech razy sztuka! Udało się. Wygraliśmy!
27:25 z tego co pamiętam :) Dotychczas zajmowaliśmy dwa lata z rzędu drugie miejsce. W zeszłym roku brakło jednego seta. Szybki uścisk dłoni z przeciwnikiem i można świętować :D W szatni czekał szampan, a potem na piwko do jazz clubu. W końcu byłem zadowolony z mojego występu. Przyjmowałem jak należy. Na tyle dobrze, że później już mnie próbowano omijać w zagrywce ;)

AZS UEK MISTRZ MISTRZ MISTRZ !




To nie koniec weekendowego szaleństwa. Wieczorem w sobotę grał Juventus. Nie mogło być inaczej i mecz zakończył się zwycięstwem Starej Damy 4:1, chociaż do przerwy Bologna sensacyjnie prowadziła. Jedziemy dalej z tymi sukcesami:P
Dzisiaj rano grałem w nogę i strzeliłem 10 goli :) Chyba nieźle ?

Przepraszam, że się tak przechwalam ale dawno takiego weekendu nie miałem :D
Mam nadzieję, że będzie tak częściej :D

PS. Do pełni szczęścia brakuje porażki Interu z Fiorentiną. Trzymajcie za fioletowych kciuki ;)