Powiem krótko. Derby Włoch dla JUVE !!!
Mimo faktu, że Inter nadal ma 5 punktów przewagi nad bianco-neri, którzy przed sobą mają jeszcze graczy Milanu to Juventus przez następne tygodnie rządzić będzie we Włoszech.
Do spotkania przystępowałem z negatywnym nastawieniem. Biorąc pod uwagę prezentowany ostatnio styl gry i kompromitującą porażkę z Cagliari, szczerze mówiąc nie wierzyłem w końcowy sukces. Jednak Juve jeszcze nigdy nie grało tak chimerycznie jak w tym sezonie. W jednej kolejce niszczą Sampdorię 5:1 by w kolejnych, pomimo prowadzenia 2:0, ostatecznie przegrać z Napoli 2:3.
Kadrowo sytuacja wyglądała (o dziwo!) lepiej w drużynie z Turynu. Brakowało jedynie Iaquinty i Hasana. Inter natomiast nie mógł liczyć na Sneijdera, Maicona i Quaresme. Jak się okazało brak tego pierwszego był niezwykle widoczny podczas meczu ale do tego dojdziemy.
Wielkie nadzieje pokładałem w 12 zawodniku Juventusu - Muntarim. Nie widzę powodu, dla którego ten zawodnik gra w takim klubie jak Inter. Jego miejsce jest co najwyżej w klubie typu Portsmouth czy Stoke City. Nie za bardzo rozumiem również jego rolę na boisku. W ofensywie nie istnieje. Słabo podaje, ma ograniczony przegląd pola a strzał z dystansu na pewno nie jego największą bronią. Może więc defensywa? Tutaj trochę lepiej, chociaż niezwykle szybko dostaje żółte kartki (bardzo zasłużenie!) i musi ograniczać się do mniej kontaktowej gry.
Wracając jednak do samego spotkania. Podobnie jak El Clasico piłkarsko na pewno nie porwało. Nie brakowało jednak ostrej walki i kontrowersyjnych sytuacji. Wynik spotkania otworzył Felipe Melo (chociaż w trakcie meczu realizatorzy trzykrotnie zmieniali zdanie najpierw twierdząc, że to Brazylijczyk zdobył gola, potem Chiellini a na końcu nawet Del Piero :) ), który strącił piłkę głową, ale gdyby nie delikatny rykoszet Julio Cesar nie miałby problemów z jej złapaniem. Radość kibiców Juventusu nie trwała jednak długo, gdyż już po zaledwie 5 minutach Samuel Eto`o wykorzystał dogodną pozycję i bardzo precyzyjnym strzałem nie dał szans bezradnemu Buffonowi. Błąd przy tej sytuacji popełniła defensywa Juventusu dając Kameruńczykowi zbyt dużo miejsca. Warto wspomnieć, iż po zdobytej przez Juventus bramce na trybuny odesłany został Jose Mourinho. Powodem były ironiczne oklaski skierowane w stronę sędziów, którzy mieliby uznać bramkę strzeloną ze spalonego (powtórki dobitnie wykazały, iż spalonego nie było).
Po wyrównaniu Eto`o tempo meczu spadło. Nie brakowało jednak ostrych starć z obu stron.W 58 minucie Juventus przeprowadził akcję, która przyniosła upragnioną bramkę. Sissoko uderzył z dystansu, a do piłki wybitej przez ,będącego w słabej formie, Cesara dopadł Marchisio. Z zimną krwią minął Samuela i umieścił piłkę w siatce lekkim podcięciem. Tym samym pokazał, że w niedalekiej przyszłości może stanowić o sile włoskiej reprezentacji.
O dziwo po stracie gola Inter nie rzucił się do szaleńczych ataków. Przejął inicjatywę, jednak nie kwapił się do strzelenia gola. W 60 minucie na boisku pojawił się Balotelli. Wtedy zaczęły się dziać nieprzyjemne sprawy. Młody Włoch prowokował oraz wymuszał faule. Od strony piłkarskiej nie pokazał nic. Jednak swoim zachowaniem zdołał przekonać sędziego do pokazania Melo drugiej żółtej kartki i w konsekwencji czerwonej. Kartka była jak najbardziej zasłużona, gdyż Brazylijczyk wyraźnie chciał uderzyć Włocha w twarz jednak nie trafił (a szkoda ;)). Balotelli padł na ziemię niczym rażony piorunem trzymając się za twarz. Tego było już za wiele. Nawiązała się szamotanina. Nawet Gigi Buffon nie wytrzymał i dołączył do przepychanek. Uwierzcie mi wiele widziałem, ale tak wkurzonego Buffona nigdy. Balotelli w konsekwencji otrzymał żółtą kartkę i do końca meczu nie zrobił już nic wartego wspomnienia. Mecz zakończył się ostatecznie zwycięstwem Juve 2:1.
Na pochwałę na pewno zasłużył Martin Caseres, Marchisio oraz ,jak zwykle, Giorgio Chiellini. Dystans to Interu zmniejszył się. Jednak nadal to aż 5 punktów. Mimo, że piłkarsko Inter rzeczywiście jest drużyną o trochę wyższych umiejętnościach, to jako marka oraz zespół jest daleko za Juve. Wystarczy tylko przeczytać jak OFICJALNA strona interu komentuje sobotnie derby: "Faul Waltera Samuela na Alessandro Del Piero którego nie było, niepodyktowany rzut karny za przewinienie Fabio Cannavaro na Samuelu oraz Martina Caceresa na Diego Milito, a także kontrowersyjne odesłanie Jose Mourinho na trybuny". Kto widział mecz zgodzi się, że żadna z powyższych sytuacji nie była nawet kontrowersyjna. Szkoda, że Inter nadal nie dorósł do bycia mistrzem.
Można zdobyć mistrzostwo ale nie być mistrzem...
FORZA JUVE !!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juventus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juventus. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 grudnia 2009
niedziela, 15 marca 2009
Almost perfect weekend
Co za weekend.
Dawno nie było tak udanego końca tygodnia w moim wykonaniu.
Piątek stał pod znakiem koncertu.
Tym razem zagraliśmy w maleńkim klubie Kornet, który mieści się dokładnie na przeciwko kina Kijów.
Nie było podniecenia, pośpiechu. Chciałem to zrobić na luzie i w pewnym chociaż stopniu profesjonalnie. Troszkę się podłamałem gdy zobaczyłem jak mały jest ten lokal. Ale dla chcącego nic trudnego. Rozłożyliśmy sprzęt, krótka próba i jedziemy. Nie było tłumów :P Nie to co w Indigo ale i tak kto miał być to był za co Wam dziękuję.
Atmosfera bardzo swojska. Zero stresu. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie sprzęt.
"Złośliwość rzeczy martwych". Młodemu podczas naszego ulubionego "All Nightmare Long" spadł hi-hat i do dwukrotnie :/ Nie przestaliśmy grać ale efekt nie był najlepszy :)
Reszta poszła bardzo dobrze. Szczególnie Master wymiatał :P Aha, w końcu się dobrze słyszałem dlatego było całkiem nieźle z wokalem :P:P
Czy 13 w piątek wpłynął jakoś na nasz koncert? Na siłę można by podciągnąć te nieszczęsne talerze ale przecież shit happens.
Następnego dnia, czyli wczoraj, zaplanowany był finał Małopolskiej Ligi Akademickiej w piłce siatkowej. Tak się składa, że mam zaszczyt być członkiem tej ekipy od 4 lat:)
Do finału przystępowaliśmy jako jedyna niepokonana drużyna. Naszym przeciwnikiem był AZS AGH, który, ku zaskoczeniu wielu, pokonał w półfinale mocno faworyzowany AZS AWF. My jednak nie boimy się nikogo:) Mecz został rozegrany na hali Politechniki Krakowskiej a jego początek zaplanowany był na godzinę 16. Porządna rozgrzewka. Chwila czasu na przyzwyczajenie się do kamer krakowskiej telewizji :P i jedziemy z koksem :D
Jakby ktoś jeszcze nie wiedział to gram na libero :P
Mecz rozpoczął się fantastycznie dla nas! Wychodziło dosłownie wszystko. AGH nie miał żadnego pomysłu na grę. Brakowało przyjęcia, zagrywki i kończących piłek. Gdy było 15:5 wiedziałem, że pierwszy set jest nasz. Rzeczywiście tak było. Wygraliśmy 25:12. Pewne było, że AGH tanio skóry nie sprzeda. Drugi set to już inna historia. Punkt za punkt. Wyrównana walka. Kilka błędów w ataku z naszej strony i AGH wyszedł na prowadzenie. Nie na długo. Wzięliśmy się w garść. Blok zaskoczył i już było dobrze. Końcówka nerwowa. Na szczęście zwycięska dla nas! 26:24. Jesteśmy o krok od mistrzostwa.
Trzeci set podobny do drugiego. Znowu przez środek seta przegrywaliśmy. Ale co to znaczy motywacja. Wyjaśniliśmy sobie co nie co i od razu było lepiej! Kilka bloków, udane kontry i to my mieliśmy piłkę meczową. Niestety atak w aut. Ale gramy dalej. Druga meczówka znowu nie skończona. Do trzech razy sztuka! Udało się. Wygraliśmy!
27:25 z tego co pamiętam :) Dotychczas zajmowaliśmy dwa lata z rzędu drugie miejsce. W zeszłym roku brakło jednego seta. Szybki uścisk dłoni z przeciwnikiem i można świętować :D W szatni czekał szampan, a potem na piwko do jazz clubu. W końcu byłem zadowolony z mojego występu. Przyjmowałem jak należy. Na tyle dobrze, że później już mnie próbowano omijać w zagrywce ;)
AZS UEK MISTRZ MISTRZ MISTRZ !

To nie koniec weekendowego szaleństwa. Wieczorem w sobotę grał Juventus. Nie mogło być inaczej i mecz zakończył się zwycięstwem Starej Damy 4:1, chociaż do przerwy Bologna sensacyjnie prowadziła. Jedziemy dalej z tymi sukcesami:P
Dzisiaj rano grałem w nogę i strzeliłem 10 goli :) Chyba nieźle ?
Przepraszam, że się tak przechwalam ale dawno takiego weekendu nie miałem :D
Mam nadzieję, że będzie tak częściej :D
PS. Do pełni szczęścia brakuje porażki Interu z Fiorentiną. Trzymajcie za fioletowych kciuki ;)
Dawno nie było tak udanego końca tygodnia w moim wykonaniu.
Piątek stał pod znakiem koncertu.
Tym razem zagraliśmy w maleńkim klubie Kornet, który mieści się dokładnie na przeciwko kina Kijów.
Nie było podniecenia, pośpiechu. Chciałem to zrobić na luzie i w pewnym chociaż stopniu profesjonalnie. Troszkę się podłamałem gdy zobaczyłem jak mały jest ten lokal. Ale dla chcącego nic trudnego. Rozłożyliśmy sprzęt, krótka próba i jedziemy. Nie było tłumów :P Nie to co w Indigo ale i tak kto miał być to był za co Wam dziękuję.
Atmosfera bardzo swojska. Zero stresu. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie sprzęt.
"Złośliwość rzeczy martwych". Młodemu podczas naszego ulubionego "All Nightmare Long" spadł hi-hat i do dwukrotnie :/ Nie przestaliśmy grać ale efekt nie był najlepszy :)
Reszta poszła bardzo dobrze. Szczególnie Master wymiatał :P Aha, w końcu się dobrze słyszałem dlatego było całkiem nieźle z wokalem :P:P
Czy 13 w piątek wpłynął jakoś na nasz koncert? Na siłę można by podciągnąć te nieszczęsne talerze ale przecież shit happens.
Następnego dnia, czyli wczoraj, zaplanowany był finał Małopolskiej Ligi Akademickiej w piłce siatkowej. Tak się składa, że mam zaszczyt być członkiem tej ekipy od 4 lat:)
Do finału przystępowaliśmy jako jedyna niepokonana drużyna. Naszym przeciwnikiem był AZS AGH, który, ku zaskoczeniu wielu, pokonał w półfinale mocno faworyzowany AZS AWF. My jednak nie boimy się nikogo:) Mecz został rozegrany na hali Politechniki Krakowskiej a jego początek zaplanowany był na godzinę 16. Porządna rozgrzewka. Chwila czasu na przyzwyczajenie się do kamer krakowskiej telewizji :P i jedziemy z koksem :D
Jakby ktoś jeszcze nie wiedział to gram na libero :P
Mecz rozpoczął się fantastycznie dla nas! Wychodziło dosłownie wszystko. AGH nie miał żadnego pomysłu na grę. Brakowało przyjęcia, zagrywki i kończących piłek. Gdy było 15:5 wiedziałem, że pierwszy set jest nasz. Rzeczywiście tak było. Wygraliśmy 25:12. Pewne było, że AGH tanio skóry nie sprzeda. Drugi set to już inna historia. Punkt za punkt. Wyrównana walka. Kilka błędów w ataku z naszej strony i AGH wyszedł na prowadzenie. Nie na długo. Wzięliśmy się w garść. Blok zaskoczył i już było dobrze. Końcówka nerwowa. Na szczęście zwycięska dla nas! 26:24. Jesteśmy o krok od mistrzostwa.
Trzeci set podobny do drugiego. Znowu przez środek seta przegrywaliśmy. Ale co to znaczy motywacja. Wyjaśniliśmy sobie co nie co i od razu było lepiej! Kilka bloków, udane kontry i to my mieliśmy piłkę meczową. Niestety atak w aut. Ale gramy dalej. Druga meczówka znowu nie skończona. Do trzech razy sztuka! Udało się. Wygraliśmy!
27:25 z tego co pamiętam :) Dotychczas zajmowaliśmy dwa lata z rzędu drugie miejsce. W zeszłym roku brakło jednego seta. Szybki uścisk dłoni z przeciwnikiem i można świętować :D W szatni czekał szampan, a potem na piwko do jazz clubu. W końcu byłem zadowolony z mojego występu. Przyjmowałem jak należy. Na tyle dobrze, że później już mnie próbowano omijać w zagrywce ;)
AZS UEK MISTRZ MISTRZ MISTRZ !

To nie koniec weekendowego szaleństwa. Wieczorem w sobotę grał Juventus. Nie mogło być inaczej i mecz zakończył się zwycięstwem Starej Damy 4:1, chociaż do przerwy Bologna sensacyjnie prowadziła. Jedziemy dalej z tymi sukcesami:P
Dzisiaj rano grałem w nogę i strzeliłem 10 goli :) Chyba nieźle ?
Przepraszam, że się tak przechwalam ale dawno takiego weekendu nie miałem :D
Mam nadzieję, że będzie tak częściej :D
PS. Do pełni szczęścia brakuje porażki Interu z Fiorentiną. Trzymajcie za fioletowych kciuki ;)
środa, 11 marca 2009
Znalezione niekradzione
Wczoraj był jeden z tych dni, kiedy czekam jedynie na godzinę 20.45. Gdy tylko otworzę oczy zaczyna się, jakby to powiedział śp. Zdzisław Ambroziak, "wsteczne odliczanie". O co chodzi? Oczywiście o UEFA Champions League!!! Smaczku dodawał fakt, że grał mój Juventus. Szczerze nie liczyłem na wiele, biorąc pod uwagę obecny stan kadrowy zespołu i wręcz żałosną formę postanowiłem nie podchodzić to meczu z hurra-optymizmem. Ale nadzieja i wiara zawsze jest :)
Mecz miałem wraz z kumplami i członkami fanklubu JuvePoland obejrzeć w Sport Pub`ie. Jedynej znanej mi knajpie dość mocno związanej z moją uczelnią. Jednak miejsca było mało i postanowiliśmy zmienić lokal. Padło na Rooster ;) Chyba nie muszę mówić dlaczego :P
Po drodze spotkała mnie miła niespodzianka. Idąc ulicą Lubisz, zauważyliśmy z B. kobietę wsiadającą do samochodu. Nic w tym dziwnego oprócz faktu że na masce znajdowało się małe, tekturowe pudełko. Kobieto o nim najwyraźniej zapomniała i nawet po ruszeniu nie zorientowała się, że czegoś brakuje. Pudełko spadło a ona odjechała. Nie zastanawiając się podniosłem je. Było otwarte a w środku znajdował się....oryginalny Windows XP Home :) Zastanawiałem się co z tym zrobić. Przecież nie pójdę na policję :P Tym właśnie sposobem stałem się szczęśliwym posiadaczem oryginalnej kopii Windows`a. Czego to człowiek na ulicy nie znajdzie...
Niestety reszta wieczoru nie była tak udana. Juve po zaciętej i ambitnej walce odpadło z Ligi Mistrzów. Trudno się mówi i gra się dalej. I tak zawsze będę im kibicował choćby spadli nawet do Serie C.

Mecz miałem wraz z kumplami i członkami fanklubu JuvePoland obejrzeć w Sport Pub`ie. Jedynej znanej mi knajpie dość mocno związanej z moją uczelnią. Jednak miejsca było mało i postanowiliśmy zmienić lokal. Padło na Rooster ;) Chyba nie muszę mówić dlaczego :P
Po drodze spotkała mnie miła niespodzianka. Idąc ulicą Lubisz, zauważyliśmy z B. kobietę wsiadającą do samochodu. Nic w tym dziwnego oprócz faktu że na masce znajdowało się małe, tekturowe pudełko. Kobieto o nim najwyraźniej zapomniała i nawet po ruszeniu nie zorientowała się, że czegoś brakuje. Pudełko spadło a ona odjechała. Nie zastanawiając się podniosłem je. Było otwarte a w środku znajdował się....oryginalny Windows XP Home :) Zastanawiałem się co z tym zrobić. Przecież nie pójdę na policję :P Tym właśnie sposobem stałem się szczęśliwym posiadaczem oryginalnej kopii Windows`a. Czego to człowiek na ulicy nie znajdzie...
Niestety reszta wieczoru nie była tak udana. Juve po zaciętej i ambitnej walce odpadło z Ligi Mistrzów. Trudno się mówi i gra się dalej. I tak zawsze będę im kibicował choćby spadli nawet do Serie C.
FORZA JUVE

Subskrybuj:
Posty (Atom)