Czemu mnie tak dawno tutaj nie było.
Bardzo dawno. Muszę nadrobić zaległości.
Nie wiem czy to pogoda za oknem sprawia, że nie chce mi się pisać i znajduję sobie inne zajęcia, w każdym razie świeci tu pustkami.
Nie mam ostatnio nastroju na poruszanie "ciężkich" tematów.
Zacznę od tego co się u mnie dzieje.
Po pierwsze
Najpierw sprawa nieszczęsnego PKS czyli Przeglądu Kapel Studenckich. Mimo Waszej pomocy, za którą dziękujemy, nie udało się nam awansować do finałowej 10. Głównie dlatego, że strona muzzo.pl jest, delikatnie mówiąc, niedoskonała. Zwycięskie zespoły oszukały pisząc bota, który głosował za nich. Mam nadzieję, że dostali baty od sędziów na finale :)
Po drugie.
Z drużyną AZS`u UEK niestety nie awansowaliśmy do finałów w Poznaniu. W meczu o wszystko trafiliśmy na AZS AWF i nie daliśmy rady. Wiele czynników złożyło się na naszą przegraną, ja winię słabą taktykę i brak zaangażowania. Ale mówi się trudno. Przy najmniej mam "wolny" weekend majowy.
Po trzecie
Gramy koncert w najbliższy poniedziałek czyli 27 kwietnia gramy koncert w klubie Indigo (czyli tam gdzie zazwyczaj ;). Zapraszamy serdecznie, wstęp oczywiście wolny :D Mam nadzieję, że po koncercie razem się napijemy :)
W najbliższym czasie napiszę coś o muzyce. Może kogoś zainteresuję ;)
Tymczasem cya!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seed. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seed. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 kwietnia 2009
środa, 1 kwietnia 2009
Akcja na Muzzo.pl
Rodacy.
W związku z tym, że zespół Seed bierze udział w Przeglądzie Kapel Studenckich (PKS) mam do Was prośbę. Z masy uczestników zostaliśmy zakwalifikowani do drugiej dziesiątki czyli czeka nas tzw. dogrywka. Tutaj już sporo zależy od słuchaczy, czyli Was :)
Jeśli choć trochę podoba się Wam to co robimy to oddajcie na nas głos :D
Obiecujemy, że w finałowym występie damy z siebie wszystko !!!

PS. To nie jest prima-aprilisowy żart :P
W związku z tym, że zespół Seed bierze udział w Przeglądzie Kapel Studenckich (PKS) mam do Was prośbę. Z masy uczestników zostaliśmy zakwalifikowani do drugiej dziesiątki czyli czeka nas tzw. dogrywka. Tutaj już sporo zależy od słuchaczy, czyli Was :)
Jeśli choć trochę podoba się Wam to co robimy to oddajcie na nas głos :D
Obiecujemy, że w finałowym występie damy z siebie wszystko !!!
PS. To nie jest prima-aprilisowy żart :P
środa, 25 marca 2009
Hellyeah!!!
Nareszcie!
Po kilku tygodniach do naszych (zespół Seed) trafiły 4 świeżutkie jak bułeczki nagrania :)
Jak ja się nie mogłem tego dnia doczekać. Śniły mi się różne dziwne rzeczy :P Odliczałem godziny do 19.00 w poniedziałek :D
Pomimo okropnej pogody humory nam dopisywały. Tak bardzo że po drodze z autobusu do studia 1/3 wiśniówki magicznie zniknęła.
Gdy tylko z głośników wydobyły się pierwsze dźwięki naszych utworów wiedziałem, że będzie pięknie. Zaczęliśmy słuchać najpierw własnych kompozycji a na deser zostawiliśmy sobie All Nightmare Long. Ale był czad !!!
Niesamowite uczucie. Słuchaliśmy tego w kółko szukając choćby najmniejszych niedociągnięć. Praktycznie nic nie znaleźliśmy bo tak zajebistą robotę zrobił Paweł (jesteś wielki!!! :D)
Miejsce, w którym się znajdowaliśmy charakteryzowało się głównie tym, że autobusy powrotne jeździły co godzinę:P Dlatego mieliśmy trochę czasu na spacerek.
Ale gdzie by tu iść? Jak to gdzie ? Na Magiczne Wzgórze :D
Otóż w Węgrzcach jest przystanek, który dokładnie się tak nazywa. Grzechem byłoby nie odwiedzić tego miejsca. Poszliśmy tam na czuja. Było zimno i padało. Ale co z tego. Nic nie było w stanie zepsuć nam humoru. Dosłownie nic !!
Magiczne Wzgórze okazało się być osiedlem apartamentowców położonym w dość ciekawym miejscu (trzeba tam iść za dnia!) ale zobaczyć trzeba było.
Od razu chcę przeprosić, że jeszcze nie wszystkim przysłałem nagrania. Poprawię się :)
Teraz wypadałoby nakręcić jakiś teledysk :D
Najlepiej mnóstwo pół (albo najlepiej całych) nagich kobiet, sportowe fury i łańcuchy bo przecież to się na pewno sprzeda ;)
Jakbyście mieli jakieś pomysły to chętnie posłucham :D:D
Poniżej zamieszczam linka do wrzuty gdzie są wszystkie 4 utwory.
Jeszcze link do YouTube jeśli chcecie przy okazji kilka zdjęć zobaczyć.
Dzięki wszystkim za pomoc i inspirację (szczególnie za tytuł Vampirize me ;). Będzie więcej !!!
Muzyka na Wrzuta.pl
Vampirize Me na YouTube
do pobrania
Paczka na Rapidshare
Po kilku tygodniach do naszych (zespół Seed) trafiły 4 świeżutkie jak bułeczki nagrania :)
Jak ja się nie mogłem tego dnia doczekać. Śniły mi się różne dziwne rzeczy :P Odliczałem godziny do 19.00 w poniedziałek :D
Pomimo okropnej pogody humory nam dopisywały. Tak bardzo że po drodze z autobusu do studia 1/3 wiśniówki magicznie zniknęła.
Gdy tylko z głośników wydobyły się pierwsze dźwięki naszych utworów wiedziałem, że będzie pięknie. Zaczęliśmy słuchać najpierw własnych kompozycji a na deser zostawiliśmy sobie All Nightmare Long. Ale był czad !!!
Niesamowite uczucie. Słuchaliśmy tego w kółko szukając choćby najmniejszych niedociągnięć. Praktycznie nic nie znaleźliśmy bo tak zajebistą robotę zrobił Paweł (jesteś wielki!!! :D)
Miejsce, w którym się znajdowaliśmy charakteryzowało się głównie tym, że autobusy powrotne jeździły co godzinę:P Dlatego mieliśmy trochę czasu na spacerek.
Ale gdzie by tu iść? Jak to gdzie ? Na Magiczne Wzgórze :D
Otóż w Węgrzcach jest przystanek, który dokładnie się tak nazywa. Grzechem byłoby nie odwiedzić tego miejsca. Poszliśmy tam na czuja. Było zimno i padało. Ale co z tego. Nic nie było w stanie zepsuć nam humoru. Dosłownie nic !!
Magiczne Wzgórze okazało się być osiedlem apartamentowców położonym w dość ciekawym miejscu (trzeba tam iść za dnia!) ale zobaczyć trzeba było.
Od razu chcę przeprosić, że jeszcze nie wszystkim przysłałem nagrania. Poprawię się :)
Teraz wypadałoby nakręcić jakiś teledysk :D
Najlepiej mnóstwo pół (albo najlepiej całych) nagich kobiet, sportowe fury i łańcuchy bo przecież to się na pewno sprzeda ;)
Jakbyście mieli jakieś pomysły to chętnie posłucham :D:D
Poniżej zamieszczam linka do wrzuty gdzie są wszystkie 4 utwory.
Jeszcze link do YouTube jeśli chcecie przy okazji kilka zdjęć zobaczyć.
Dzięki wszystkim za pomoc i inspirację (szczególnie za tytuł Vampirize me ;). Będzie więcej !!!
Muzyka na Wrzuta.pl
Vampirize Me na YouTube
do pobrania
Paczka na Rapidshare
niedziela, 15 marca 2009
Almost perfect weekend
Co za weekend.
Dawno nie było tak udanego końca tygodnia w moim wykonaniu.
Piątek stał pod znakiem koncertu.
Tym razem zagraliśmy w maleńkim klubie Kornet, który mieści się dokładnie na przeciwko kina Kijów.
Nie było podniecenia, pośpiechu. Chciałem to zrobić na luzie i w pewnym chociaż stopniu profesjonalnie. Troszkę się podłamałem gdy zobaczyłem jak mały jest ten lokal. Ale dla chcącego nic trudnego. Rozłożyliśmy sprzęt, krótka próba i jedziemy. Nie było tłumów :P Nie to co w Indigo ale i tak kto miał być to był za co Wam dziękuję.
Atmosfera bardzo swojska. Zero stresu. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie sprzęt.
"Złośliwość rzeczy martwych". Młodemu podczas naszego ulubionego "All Nightmare Long" spadł hi-hat i do dwukrotnie :/ Nie przestaliśmy grać ale efekt nie był najlepszy :)
Reszta poszła bardzo dobrze. Szczególnie Master wymiatał :P Aha, w końcu się dobrze słyszałem dlatego było całkiem nieźle z wokalem :P:P
Czy 13 w piątek wpłynął jakoś na nasz koncert? Na siłę można by podciągnąć te nieszczęsne talerze ale przecież shit happens.
Następnego dnia, czyli wczoraj, zaplanowany był finał Małopolskiej Ligi Akademickiej w piłce siatkowej. Tak się składa, że mam zaszczyt być członkiem tej ekipy od 4 lat:)
Do finału przystępowaliśmy jako jedyna niepokonana drużyna. Naszym przeciwnikiem był AZS AGH, który, ku zaskoczeniu wielu, pokonał w półfinale mocno faworyzowany AZS AWF. My jednak nie boimy się nikogo:) Mecz został rozegrany na hali Politechniki Krakowskiej a jego początek zaplanowany był na godzinę 16. Porządna rozgrzewka. Chwila czasu na przyzwyczajenie się do kamer krakowskiej telewizji :P i jedziemy z koksem :D
Jakby ktoś jeszcze nie wiedział to gram na libero :P
Mecz rozpoczął się fantastycznie dla nas! Wychodziło dosłownie wszystko. AGH nie miał żadnego pomysłu na grę. Brakowało przyjęcia, zagrywki i kończących piłek. Gdy było 15:5 wiedziałem, że pierwszy set jest nasz. Rzeczywiście tak było. Wygraliśmy 25:12. Pewne było, że AGH tanio skóry nie sprzeda. Drugi set to już inna historia. Punkt za punkt. Wyrównana walka. Kilka błędów w ataku z naszej strony i AGH wyszedł na prowadzenie. Nie na długo. Wzięliśmy się w garść. Blok zaskoczył i już było dobrze. Końcówka nerwowa. Na szczęście zwycięska dla nas! 26:24. Jesteśmy o krok od mistrzostwa.
Trzeci set podobny do drugiego. Znowu przez środek seta przegrywaliśmy. Ale co to znaczy motywacja. Wyjaśniliśmy sobie co nie co i od razu było lepiej! Kilka bloków, udane kontry i to my mieliśmy piłkę meczową. Niestety atak w aut. Ale gramy dalej. Druga meczówka znowu nie skończona. Do trzech razy sztuka! Udało się. Wygraliśmy!
27:25 z tego co pamiętam :) Dotychczas zajmowaliśmy dwa lata z rzędu drugie miejsce. W zeszłym roku brakło jednego seta. Szybki uścisk dłoni z przeciwnikiem i można świętować :D W szatni czekał szampan, a potem na piwko do jazz clubu. W końcu byłem zadowolony z mojego występu. Przyjmowałem jak należy. Na tyle dobrze, że później już mnie próbowano omijać w zagrywce ;)
AZS UEK MISTRZ MISTRZ MISTRZ !

To nie koniec weekendowego szaleństwa. Wieczorem w sobotę grał Juventus. Nie mogło być inaczej i mecz zakończył się zwycięstwem Starej Damy 4:1, chociaż do przerwy Bologna sensacyjnie prowadziła. Jedziemy dalej z tymi sukcesami:P
Dzisiaj rano grałem w nogę i strzeliłem 10 goli :) Chyba nieźle ?
Przepraszam, że się tak przechwalam ale dawno takiego weekendu nie miałem :D
Mam nadzieję, że będzie tak częściej :D
PS. Do pełni szczęścia brakuje porażki Interu z Fiorentiną. Trzymajcie za fioletowych kciuki ;)
Dawno nie było tak udanego końca tygodnia w moim wykonaniu.
Piątek stał pod znakiem koncertu.
Tym razem zagraliśmy w maleńkim klubie Kornet, który mieści się dokładnie na przeciwko kina Kijów.
Nie było podniecenia, pośpiechu. Chciałem to zrobić na luzie i w pewnym chociaż stopniu profesjonalnie. Troszkę się podłamałem gdy zobaczyłem jak mały jest ten lokal. Ale dla chcącego nic trudnego. Rozłożyliśmy sprzęt, krótka próba i jedziemy. Nie było tłumów :P Nie to co w Indigo ale i tak kto miał być to był za co Wam dziękuję.
Atmosfera bardzo swojska. Zero stresu. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie sprzęt.
"Złośliwość rzeczy martwych". Młodemu podczas naszego ulubionego "All Nightmare Long" spadł hi-hat i do dwukrotnie :/ Nie przestaliśmy grać ale efekt nie był najlepszy :)
Reszta poszła bardzo dobrze. Szczególnie Master wymiatał :P Aha, w końcu się dobrze słyszałem dlatego było całkiem nieźle z wokalem :P:P
Czy 13 w piątek wpłynął jakoś na nasz koncert? Na siłę można by podciągnąć te nieszczęsne talerze ale przecież shit happens.
Następnego dnia, czyli wczoraj, zaplanowany był finał Małopolskiej Ligi Akademickiej w piłce siatkowej. Tak się składa, że mam zaszczyt być członkiem tej ekipy od 4 lat:)
Do finału przystępowaliśmy jako jedyna niepokonana drużyna. Naszym przeciwnikiem był AZS AGH, który, ku zaskoczeniu wielu, pokonał w półfinale mocno faworyzowany AZS AWF. My jednak nie boimy się nikogo:) Mecz został rozegrany na hali Politechniki Krakowskiej a jego początek zaplanowany był na godzinę 16. Porządna rozgrzewka. Chwila czasu na przyzwyczajenie się do kamer krakowskiej telewizji :P i jedziemy z koksem :D
Jakby ktoś jeszcze nie wiedział to gram na libero :P
Mecz rozpoczął się fantastycznie dla nas! Wychodziło dosłownie wszystko. AGH nie miał żadnego pomysłu na grę. Brakowało przyjęcia, zagrywki i kończących piłek. Gdy było 15:5 wiedziałem, że pierwszy set jest nasz. Rzeczywiście tak było. Wygraliśmy 25:12. Pewne było, że AGH tanio skóry nie sprzeda. Drugi set to już inna historia. Punkt za punkt. Wyrównana walka. Kilka błędów w ataku z naszej strony i AGH wyszedł na prowadzenie. Nie na długo. Wzięliśmy się w garść. Blok zaskoczył i już było dobrze. Końcówka nerwowa. Na szczęście zwycięska dla nas! 26:24. Jesteśmy o krok od mistrzostwa.
Trzeci set podobny do drugiego. Znowu przez środek seta przegrywaliśmy. Ale co to znaczy motywacja. Wyjaśniliśmy sobie co nie co i od razu było lepiej! Kilka bloków, udane kontry i to my mieliśmy piłkę meczową. Niestety atak w aut. Ale gramy dalej. Druga meczówka znowu nie skończona. Do trzech razy sztuka! Udało się. Wygraliśmy!
27:25 z tego co pamiętam :) Dotychczas zajmowaliśmy dwa lata z rzędu drugie miejsce. W zeszłym roku brakło jednego seta. Szybki uścisk dłoni z przeciwnikiem i można świętować :D W szatni czekał szampan, a potem na piwko do jazz clubu. W końcu byłem zadowolony z mojego występu. Przyjmowałem jak należy. Na tyle dobrze, że później już mnie próbowano omijać w zagrywce ;)
AZS UEK MISTRZ MISTRZ MISTRZ !

To nie koniec weekendowego szaleństwa. Wieczorem w sobotę grał Juventus. Nie mogło być inaczej i mecz zakończył się zwycięstwem Starej Damy 4:1, chociaż do przerwy Bologna sensacyjnie prowadziła. Jedziemy dalej z tymi sukcesami:P
Dzisiaj rano grałem w nogę i strzeliłem 10 goli :) Chyba nieźle ?
Przepraszam, że się tak przechwalam ale dawno takiego weekendu nie miałem :D
Mam nadzieję, że będzie tak częściej :D
PS. Do pełni szczęścia brakuje porażki Interu z Fiorentiną. Trzymajcie za fioletowych kciuki ;)
piątek, 6 marca 2009
Polish Cherry Friday Night
Hellyeah!!!
Czemuś zorganizował po raz pierwszy na nowym mieszkaniu kolejny odcinek niekończącej się sagi o trzech wędrownych bardach, którzy swą improwizowaną muzyką sprawiali, iż całe zło, które zalęgło się w Shire znikało niczym plama po użyciu nowego zajebistego wybielacza Durczok. Czyli "Polish Cherry Friday Night".
Z cyklu przekarykaturyzowany świat:
Cz:
-Jak to fajnie że James Hetlied się w ogóle urodził.
S:
-Gdyby nie Hetfield to ja nie wiem, kim bym w ogóle był.
-Zawdzięczam mu połowę mojego życia.
-Gdyby nie on byłbym pewnie amatorskim koszykarzem słuchającym The Roots.
W:
-Ja byłbym pewnie grzecznym, ułożonym chłopcem jak Adaś.
Cz:
-Ja pewnie chodziłbym co tydzień do Energy.
...
...
...
S:
-No dobra, Ty mu zawdzięczasz najwięcej :D
Wiecie jak Google Translator tłumaczy "Czemysław Jakiemuś prezentuje":
-Czemysław to some shows.
Dobrze, że nie do 'all shows' bo to już delikatna przesada by była.
Od dzisiaj mam drugie imię:
"Czemysław TUSAM Jakiemuś"
Ici Nalać. Ici "Rozlej" Nalać.
A co znaczy "Smylek lubi jeść kupe" po angielsku?
"Smylek likes to eat kúpe"...
Batory, Batory!!!
Join`t me :)
And then the holy warrior came to me
He was like an angel sent only for me
He must kill the cruel dragon
With his sword of glorious destiny
On a long journey he must go
On his path of destiny
Till the treasure he might find
And the dragon says : -Batory, batory!
Co wygrywa ?
Słońce czy mrówkojad ?????
Jak to teraz czytam to nie mogę uwierzyć, że sam takie farmazony mówiłem :P
Ale trudno, zostaje jako pamiątka :) Idę spać bo późno (3:30) :D
Czemuś zorganizował po raz pierwszy na nowym mieszkaniu kolejny odcinek niekończącej się sagi o trzech wędrownych bardach, którzy swą improwizowaną muzyką sprawiali, iż całe zło, które zalęgło się w Shire znikało niczym plama po użyciu nowego zajebistego wybielacza Durczok. Czyli "Polish Cherry Friday Night".
Z cyklu przekarykaturyzowany świat:
Cz:
-Jak to fajnie że James Hetlied się w ogóle urodził.
S:
-Gdyby nie Hetfield to ja nie wiem, kim bym w ogóle był.
-Zawdzięczam mu połowę mojego życia.
-Gdyby nie on byłbym pewnie amatorskim koszykarzem słuchającym The Roots.
W:
-Ja byłbym pewnie grzecznym, ułożonym chłopcem jak Adaś.
Cz:
-Ja pewnie chodziłbym co tydzień do Energy.
...
...
...
S:
-No dobra, Ty mu zawdzięczasz najwięcej :D
Wiecie jak Google Translator tłumaczy "Czemysław Jakiemuś prezentuje":
-Czemysław to some shows.
Dobrze, że nie do 'all shows' bo to już delikatna przesada by była.
"Czemysław TUSAM Jakiemuś"
Ici Nalać. Ici "Rozlej" Nalać.
A co znaczy "Smylek lubi jeść kupe" po angielsku?
"Smylek likes to eat kúpe"...
Batory, Batory!!!
Join`t me :)
And then the holy warrior came to me
He was like an angel sent only for me
He must kill the cruel dragon
With his sword of glorious destiny
On a long journey he must go
On his path of destiny
Till the treasure he might find
And the dragon says : -Batory, batory!
Co wygrywa ?
Słońce czy mrówkojad ?????
Jak to teraz czytam to nie mogę uwierzyć, że sam takie farmazony mówiłem :P
Ale trudno, zostaje jako pamiątka :) Idę spać bo późno (3:30) :D
Etykiety:
Metallica,
paróffki,
Polish Cherry Friday Night,
ponczki,
Seed
środa, 4 marca 2009
SEED w studio
Stało się.
W końcu trafiliśmy do studia.
Cel -> nagrać 4 utwory (3 własne kompozycje + 1 cover niespodzianka)
Zawsze zastanawiałem się jak to jest nagrywać w profesjonalnym studiu. Ciężko to opisać. Szczerze mówiąc ja mógłbym tak spędzić resztę swojego życia. Przecież nie ma nic lepszego od robienia tego co się kocha i dostawania za to pieniędzy :). Przejdę do konkretów. Na nagrania mieliśmy przeznaczyć 4 dni i teraz już wiem, że się wyrobimy. Pierwszego dnia trzeba było nagrać perkusję. Tutaj pole do popisu miał Młody. Słuchawki na uszy, metronom włączony, pilot grany na gitarze i jedziemy :D Jak myślicie ile nam zajęło nagrywanie perkusji do 4 utworów? O dziwo mało. Jedyne 8 godzin z małymi przerwami. Teraz już wiem dlaczego płyty powstają miesiącami, a nawet latami.
Na kolejny dzień mieliśmy zaplanowane gitary rytmiczne czyli coś co tygryski lubią najbardziej :P Mesa Boogie + mój LTD FX-400 z przetwornikami EMG81 i EMG60 to prawie zestaw, na którym grał James Hetfield na Czarnej płycie. To musi brzmieć pięknie!!!
Sama radość grać na takim sprzęcie. Nagrywanie rozpoczęliśmy od naszego covera. Chyba nie zdradzę jaki to utwór póki co :) Potrzymam w niepewności :P Powiem, że jest szybki (180bpm) i długi. Grałem go chyba z 5 razy + kilka małych powtórzeń. Wyszło super chociaż ręka bolała.
Potem kolejne utwory "Bad trip" - tutaj grał Wiaro. "Vampirize me" - ja. "Illusion" - tutaj z tego co pamiętam to po połowie graliśmy. Kolejne 8 godzin z życia wyjęte. Efekt co najmniej satysfakcjonujący. Szkoda, że nie mam takie go studia na własność i nie znam się na tym dobrze bo od razu brałbym się za solową płytę :P
Dzisiaj był jednak dzień sądu. Wokale. Stresowałem się tak bardzo, że musiałem zabrać ze sobą wiśniówkę w piersiówce na rozluźnienie. Pomogło. Pomógł, również fakt, że oprócz Pawła (naszego producenta) nie było nikogo z zespołu. Nie czułem presji :) Wszystko poszło sprawnie i bez problemów. Jednak jak nie gram na gitarze, słyszę się dobrze i mam komfortowe warunki, to nawet potrafię czysto zaśpiewać ;) Pewnie nie wszyscy w to uwierzą ale tak było! Z resztą ok 23 Marca wszystko będzie jasne. Już się kurde nie mogę doczekać !!! Póki co jednak muszę się skoncentrować na mniej ciekawych sprawach jak praca magisterska :( Trzymajcie kciuki za moją motywację :P !!






W końcu trafiliśmy do studia.
Cel -> nagrać 4 utwory (3 własne kompozycje + 1 cover niespodzianka)
Zawsze zastanawiałem się jak to jest nagrywać w profesjonalnym studiu. Ciężko to opisać. Szczerze mówiąc ja mógłbym tak spędzić resztę swojego życia. Przecież nie ma nic lepszego od robienia tego co się kocha i dostawania za to pieniędzy :). Przejdę do konkretów. Na nagrania mieliśmy przeznaczyć 4 dni i teraz już wiem, że się wyrobimy. Pierwszego dnia trzeba było nagrać perkusję. Tutaj pole do popisu miał Młody. Słuchawki na uszy, metronom włączony, pilot grany na gitarze i jedziemy :D Jak myślicie ile nam zajęło nagrywanie perkusji do 4 utworów? O dziwo mało. Jedyne 8 godzin z małymi przerwami. Teraz już wiem dlaczego płyty powstają miesiącami, a nawet latami.
Na kolejny dzień mieliśmy zaplanowane gitary rytmiczne czyli coś co tygryski lubią najbardziej :P Mesa Boogie + mój LTD FX-400 z przetwornikami EMG81 i EMG60 to prawie zestaw, na którym grał James Hetfield na Czarnej płycie. To musi brzmieć pięknie!!!
Sama radość grać na takim sprzęcie. Nagrywanie rozpoczęliśmy od naszego covera. Chyba nie zdradzę jaki to utwór póki co :) Potrzymam w niepewności :P Powiem, że jest szybki (180bpm) i długi. Grałem go chyba z 5 razy + kilka małych powtórzeń. Wyszło super chociaż ręka bolała.
Potem kolejne utwory "Bad trip" - tutaj grał Wiaro. "Vampirize me" - ja. "Illusion" - tutaj z tego co pamiętam to po połowie graliśmy. Kolejne 8 godzin z życia wyjęte. Efekt co najmniej satysfakcjonujący. Szkoda, że nie mam takie go studia na własność i nie znam się na tym dobrze bo od razu brałbym się za solową płytę :P
Dzisiaj był jednak dzień sądu. Wokale. Stresowałem się tak bardzo, że musiałem zabrać ze sobą wiśniówkę w piersiówce na rozluźnienie. Pomogło. Pomógł, również fakt, że oprócz Pawła (naszego producenta) nie było nikogo z zespołu. Nie czułem presji :) Wszystko poszło sprawnie i bez problemów. Jednak jak nie gram na gitarze, słyszę się dobrze i mam komfortowe warunki, to nawet potrafię czysto zaśpiewać ;) Pewnie nie wszyscy w to uwierzą ale tak było! Z resztą ok 23 Marca wszystko będzie jasne. Już się kurde nie mogę doczekać !!! Póki co jednak muszę się skoncentrować na mniej ciekawych sprawach jak praca magisterska :( Trzymajcie kciuki za moją motywację :P !!
piątek, 27 lutego 2009
Koncert "Seed" w Indigo
Jest już piątek więc od poniedziałkowego koncertu minęło już kilka dni, lecz to pierwszy moment, kiedy mogę spokojnie opisać co się wtedy działo.
Dla niewtajemniczonych, "Seed" to nazwa zespołu, którego jestem dumnym członkiem:)
Gram na gitarze i staram się udawać, że śpiewam, co czasami wychodzi ale jednak częściej nie.
Wracając jednak do samego koncertu.
W klubie Indigo gramy po raz trzeci. Najwyraźniej jesteśmy tam lubiani. Miejsce bardzo przyjemne, typowa krakowska knajpa z podziemnym klimatem. Ludzie niezwykle przyjaźnie nastawieni, więc granie tam to czysta przyjemność.
Nie byliśmy jednak w 100% przygotowani do zagrania kilku kawałków, gdyż zabrakło czasu na próby (trochę z naszej winy). Pomimo tego wychodziliśmy na scenę pełni optymizmu.
Publiczność to w przeważającej większości znajomi, ale muszę przyznać, że było też kilka osób, których wcześniej na oczy nie widziałem.
Grać zaczęliśmy o 21 z minutami (trzeba dać na siebie czekać :P). Koncert planowo miał się składać z 3 części czyli mniej więcej 14 kawałków. Poniżej lista utworów, które graliśmy (mam nadzieję, że się nie pomyliłem).
Zadowolony jestem jednak szczególnie z technicznej strony koncertu. Nie ustrzegliśmy się kilku drobnych błędów, co jest przecież nieodzownym elementem rockowego koncertu ale cała reszta wyszła naprawdę dobrze. "Master of pupptes" oraz "All nightmare long" to niezwykle szybki i trudne utworu ale daliśmy radę. Smylek od grania na basie miał gigantyczne odciski :)
Z reakcji publiczności wnioskuję, że się udało więc chyba nie jest źle chociaż zawsze może być lepiej. Gramy dla przyjemności i mam nadzieję, że tak zostanie (przy najmniej ja tak chcę).
Poniżej kilka zdjęć z koncertu.




Dla niewtajemniczonych, "Seed" to nazwa zespołu, którego jestem dumnym członkiem:)
Gram na gitarze i staram się udawać, że śpiewam, co czasami wychodzi ale jednak częściej nie.
Wracając jednak do samego koncertu.
W klubie Indigo gramy po raz trzeci. Najwyraźniej jesteśmy tam lubiani. Miejsce bardzo przyjemne, typowa krakowska knajpa z podziemnym klimatem. Ludzie niezwykle przyjaźnie nastawieni, więc granie tam to czysta przyjemność.
Nie byliśmy jednak w 100% przygotowani do zagrania kilku kawałków, gdyż zabrakło czasu na próby (trochę z naszej winy). Pomimo tego wychodziliśmy na scenę pełni optymizmu.
Publiczność to w przeważającej większości znajomi, ale muszę przyznać, że było też kilka osób, których wcześniej na oczy nie widziałem.
Grać zaczęliśmy o 21 z minutami (trzeba dać na siebie czekać :P). Koncert planowo miał się składać z 3 części czyli mniej więcej 14 kawałków. Poniżej lista utworów, które graliśmy (mam nadzieję, że się nie pomyliłem).
- Godsmack "Vampires"
- Illusion "Nóż"
- Seed "Illusion"
- Seed "It`s yours"
- Creedence Clearwater Revival "Proud Mary"
- Seed "Bad trip" - koniec pierwszej części
- Metallica "Seek and Destroy"
- Metallica "Whiskey in the jar"
- Metallica "Harvester of sorrow"
- Stepenwolf "Born to be wild"
- Billy Idol "Rebel Yell"
- Metaliica "Suicide and redemption" - "All nightmare long" - koniec 2 części
- Limp Bizkit "Faith"
- Metallica "Master of puppets"
- Metallica "All nightmare long".
Zadowolony jestem jednak szczególnie z technicznej strony koncertu. Nie ustrzegliśmy się kilku drobnych błędów, co jest przecież nieodzownym elementem rockowego koncertu ale cała reszta wyszła naprawdę dobrze. "Master of pupptes" oraz "All nightmare long" to niezwykle szybki i trudne utworu ale daliśmy radę. Smylek od grania na basie miał gigantyczne odciski :)
Z reakcji publiczności wnioskuję, że się udało więc chyba nie jest źle chociaż zawsze może być lepiej. Gramy dla przyjemności i mam nadzieję, że tak zostanie (przy najmniej ja tak chcę).
Poniżej kilka zdjęć z koncertu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)