Znów miałem przerwę w pisaniu. Ale powiem szczerze, nie miałem ochoty pisać. Sporo się działo. Zacznę od tego, że w końcu znalazłem pracę. Trwało to trochę ale głównie dlatego, że należę do osób wybrednych i byle czego nie przyjmę ;) Pracował będę w firmie UBS jako Equity Research Access Associate. Duża korporacja, eleganckie ciuchy itd. Wszystko mi odpowiada (no może poza ciuchami, wolałbym ubierać się po swojemu:P), a rozpoczynam 4 stycznia. Dlatego też postanowiłem się nacieszyć grudniem jak tylko się da.
Na początek długo wyczekiwana modernizacja kompa. Nie będę podawał technicznych szczegółów, ale jestem zadowolony. Nawet bardzo zadowolony. Co ja mówię, zajebiście zadowolony !!! Jeszcze nie zainstalowałem gry, która sprawiłaby jakiekolwiek problemy. Przy okazji polecam Dragon Age. Uwierzcie mi tak rozbudowanej gry jeszcze nie było (WoW się nie liczy).
Potem totalne lenistwo. Ale nie żebym leżał w łóżku i podziwiał moją tapetę prosto z Wawelu. Zdarzyło się zagrać znów w RPG (tutaj ukłony w stronę Krupnika za niezapomnianą sesję :P). Zdarzyło się nawet upiec pierwszy w życiu placek. Okazją była pseudo-wigilia organizowana u nas na mieszkaniu. Trzeba przyznać, że wyszło naprawdę smacznie, a gdyby było wszystko co zaplanowaliśmy pewnie zdychałbym z przejedzenia przez następne kilka dni.
Były jeszcze mecze w nogę, imprezy i inne atrakcje. Trzeba przyznać, że działo się sporo. A wiecie co jest najlepsze ? Grudzień jeszcze się nie skończył :D Dzisiaj toronto, potem tradycyjnie święta z rodziną i kolejne dni do wykorzystania (muszę Dragon Age skończyć :P). Kończę, bo trzeba coś posprzątać przed wigilią ;)
Wszystkim, którym zdarza się czasami przeczytać moje wypociny (tym, którym nie również ;)) życzę szalonych świąt :) Na życzenia noworoczne przyjdzie jeszcze czas.
PS. Nie wiem czy wiecie ale nie pisze się "Wesołych Świąt" tylko "Wesołych świąt" (oczywiście jeśli to początek zdania). Podobnie jest z "nowym rokiem" a nie "Nowym Rokiem". Nie są to nazwy własne :P
środa, 23 grudnia 2009
poniedziałek, 7 grudnia 2009
Forza Juve!
Powiem krótko. Derby Włoch dla JUVE !!!
Mimo faktu, że Inter nadal ma 5 punktów przewagi nad bianco-neri, którzy przed sobą mają jeszcze graczy Milanu to Juventus przez następne tygodnie rządzić będzie we Włoszech.
Do spotkania przystępowałem z negatywnym nastawieniem. Biorąc pod uwagę prezentowany ostatnio styl gry i kompromitującą porażkę z Cagliari, szczerze mówiąc nie wierzyłem w końcowy sukces. Jednak Juve jeszcze nigdy nie grało tak chimerycznie jak w tym sezonie. W jednej kolejce niszczą Sampdorię 5:1 by w kolejnych, pomimo prowadzenia 2:0, ostatecznie przegrać z Napoli 2:3.
Kadrowo sytuacja wyglądała (o dziwo!) lepiej w drużynie z Turynu. Brakowało jedynie Iaquinty i Hasana. Inter natomiast nie mógł liczyć na Sneijdera, Maicona i Quaresme. Jak się okazało brak tego pierwszego był niezwykle widoczny podczas meczu ale do tego dojdziemy.
Wielkie nadzieje pokładałem w 12 zawodniku Juventusu - Muntarim. Nie widzę powodu, dla którego ten zawodnik gra w takim klubie jak Inter. Jego miejsce jest co najwyżej w klubie typu Portsmouth czy Stoke City. Nie za bardzo rozumiem również jego rolę na boisku. W ofensywie nie istnieje. Słabo podaje, ma ograniczony przegląd pola a strzał z dystansu na pewno nie jego największą bronią. Może więc defensywa? Tutaj trochę lepiej, chociaż niezwykle szybko dostaje żółte kartki (bardzo zasłużenie!) i musi ograniczać się do mniej kontaktowej gry.
Wracając jednak do samego spotkania. Podobnie jak El Clasico piłkarsko na pewno nie porwało. Nie brakowało jednak ostrej walki i kontrowersyjnych sytuacji. Wynik spotkania otworzył Felipe Melo (chociaż w trakcie meczu realizatorzy trzykrotnie zmieniali zdanie najpierw twierdząc, że to Brazylijczyk zdobył gola, potem Chiellini a na końcu nawet Del Piero :) ), który strącił piłkę głową, ale gdyby nie delikatny rykoszet Julio Cesar nie miałby problemów z jej złapaniem. Radość kibiców Juventusu nie trwała jednak długo, gdyż już po zaledwie 5 minutach Samuel Eto`o wykorzystał dogodną pozycję i bardzo precyzyjnym strzałem nie dał szans bezradnemu Buffonowi. Błąd przy tej sytuacji popełniła defensywa Juventusu dając Kameruńczykowi zbyt dużo miejsca. Warto wspomnieć, iż po zdobytej przez Juventus bramce na trybuny odesłany został Jose Mourinho. Powodem były ironiczne oklaski skierowane w stronę sędziów, którzy mieliby uznać bramkę strzeloną ze spalonego (powtórki dobitnie wykazały, iż spalonego nie było).
Po wyrównaniu Eto`o tempo meczu spadło. Nie brakowało jednak ostrych starć z obu stron.W 58 minucie Juventus przeprowadził akcję, która przyniosła upragnioną bramkę. Sissoko uderzył z dystansu, a do piłki wybitej przez ,będącego w słabej formie, Cesara dopadł Marchisio. Z zimną krwią minął Samuela i umieścił piłkę w siatce lekkim podcięciem. Tym samym pokazał, że w niedalekiej przyszłości może stanowić o sile włoskiej reprezentacji.
O dziwo po stracie gola Inter nie rzucił się do szaleńczych ataków. Przejął inicjatywę, jednak nie kwapił się do strzelenia gola. W 60 minucie na boisku pojawił się Balotelli. Wtedy zaczęły się dziać nieprzyjemne sprawy. Młody Włoch prowokował oraz wymuszał faule. Od strony piłkarskiej nie pokazał nic. Jednak swoim zachowaniem zdołał przekonać sędziego do pokazania Melo drugiej żółtej kartki i w konsekwencji czerwonej. Kartka była jak najbardziej zasłużona, gdyż Brazylijczyk wyraźnie chciał uderzyć Włocha w twarz jednak nie trafił (a szkoda ;)). Balotelli padł na ziemię niczym rażony piorunem trzymając się za twarz. Tego było już za wiele. Nawiązała się szamotanina. Nawet Gigi Buffon nie wytrzymał i dołączył do przepychanek. Uwierzcie mi wiele widziałem, ale tak wkurzonego Buffona nigdy. Balotelli w konsekwencji otrzymał żółtą kartkę i do końca meczu nie zrobił już nic wartego wspomnienia. Mecz zakończył się ostatecznie zwycięstwem Juve 2:1.
Na pochwałę na pewno zasłużył Martin Caseres, Marchisio oraz ,jak zwykle, Giorgio Chiellini. Dystans to Interu zmniejszył się. Jednak nadal to aż 5 punktów. Mimo, że piłkarsko Inter rzeczywiście jest drużyną o trochę wyższych umiejętnościach, to jako marka oraz zespół jest daleko za Juve. Wystarczy tylko przeczytać jak OFICJALNA strona interu komentuje sobotnie derby: "Faul Waltera Samuela na Alessandro Del Piero którego nie było, niepodyktowany rzut karny za przewinienie Fabio Cannavaro na Samuelu oraz Martina Caceresa na Diego Milito, a także kontrowersyjne odesłanie Jose Mourinho na trybuny". Kto widział mecz zgodzi się, że żadna z powyższych sytuacji nie była nawet kontrowersyjna. Szkoda, że Inter nadal nie dorósł do bycia mistrzem.
Można zdobyć mistrzostwo ale nie być mistrzem...
FORZA JUVE !!!
Mimo faktu, że Inter nadal ma 5 punktów przewagi nad bianco-neri, którzy przed sobą mają jeszcze graczy Milanu to Juventus przez następne tygodnie rządzić będzie we Włoszech.
Do spotkania przystępowałem z negatywnym nastawieniem. Biorąc pod uwagę prezentowany ostatnio styl gry i kompromitującą porażkę z Cagliari, szczerze mówiąc nie wierzyłem w końcowy sukces. Jednak Juve jeszcze nigdy nie grało tak chimerycznie jak w tym sezonie. W jednej kolejce niszczą Sampdorię 5:1 by w kolejnych, pomimo prowadzenia 2:0, ostatecznie przegrać z Napoli 2:3.
Kadrowo sytuacja wyglądała (o dziwo!) lepiej w drużynie z Turynu. Brakowało jedynie Iaquinty i Hasana. Inter natomiast nie mógł liczyć na Sneijdera, Maicona i Quaresme. Jak się okazało brak tego pierwszego był niezwykle widoczny podczas meczu ale do tego dojdziemy.
Wielkie nadzieje pokładałem w 12 zawodniku Juventusu - Muntarim. Nie widzę powodu, dla którego ten zawodnik gra w takim klubie jak Inter. Jego miejsce jest co najwyżej w klubie typu Portsmouth czy Stoke City. Nie za bardzo rozumiem również jego rolę na boisku. W ofensywie nie istnieje. Słabo podaje, ma ograniczony przegląd pola a strzał z dystansu na pewno nie jego największą bronią. Może więc defensywa? Tutaj trochę lepiej, chociaż niezwykle szybko dostaje żółte kartki (bardzo zasłużenie!) i musi ograniczać się do mniej kontaktowej gry.
Wracając jednak do samego spotkania. Podobnie jak El Clasico piłkarsko na pewno nie porwało. Nie brakowało jednak ostrej walki i kontrowersyjnych sytuacji. Wynik spotkania otworzył Felipe Melo (chociaż w trakcie meczu realizatorzy trzykrotnie zmieniali zdanie najpierw twierdząc, że to Brazylijczyk zdobył gola, potem Chiellini a na końcu nawet Del Piero :) ), który strącił piłkę głową, ale gdyby nie delikatny rykoszet Julio Cesar nie miałby problemów z jej złapaniem. Radość kibiców Juventusu nie trwała jednak długo, gdyż już po zaledwie 5 minutach Samuel Eto`o wykorzystał dogodną pozycję i bardzo precyzyjnym strzałem nie dał szans bezradnemu Buffonowi. Błąd przy tej sytuacji popełniła defensywa Juventusu dając Kameruńczykowi zbyt dużo miejsca. Warto wspomnieć, iż po zdobytej przez Juventus bramce na trybuny odesłany został Jose Mourinho. Powodem były ironiczne oklaski skierowane w stronę sędziów, którzy mieliby uznać bramkę strzeloną ze spalonego (powtórki dobitnie wykazały, iż spalonego nie było).
Po wyrównaniu Eto`o tempo meczu spadło. Nie brakowało jednak ostrych starć z obu stron.W 58 minucie Juventus przeprowadził akcję, która przyniosła upragnioną bramkę. Sissoko uderzył z dystansu, a do piłki wybitej przez ,będącego w słabej formie, Cesara dopadł Marchisio. Z zimną krwią minął Samuela i umieścił piłkę w siatce lekkim podcięciem. Tym samym pokazał, że w niedalekiej przyszłości może stanowić o sile włoskiej reprezentacji.
O dziwo po stracie gola Inter nie rzucił się do szaleńczych ataków. Przejął inicjatywę, jednak nie kwapił się do strzelenia gola. W 60 minucie na boisku pojawił się Balotelli. Wtedy zaczęły się dziać nieprzyjemne sprawy. Młody Włoch prowokował oraz wymuszał faule. Od strony piłkarskiej nie pokazał nic. Jednak swoim zachowaniem zdołał przekonać sędziego do pokazania Melo drugiej żółtej kartki i w konsekwencji czerwonej. Kartka była jak najbardziej zasłużona, gdyż Brazylijczyk wyraźnie chciał uderzyć Włocha w twarz jednak nie trafił (a szkoda ;)). Balotelli padł na ziemię niczym rażony piorunem trzymając się za twarz. Tego było już za wiele. Nawiązała się szamotanina. Nawet Gigi Buffon nie wytrzymał i dołączył do przepychanek. Uwierzcie mi wiele widziałem, ale tak wkurzonego Buffona nigdy. Balotelli w konsekwencji otrzymał żółtą kartkę i do końca meczu nie zrobił już nic wartego wspomnienia. Mecz zakończył się ostatecznie zwycięstwem Juve 2:1.
Na pochwałę na pewno zasłużył Martin Caseres, Marchisio oraz ,jak zwykle, Giorgio Chiellini. Dystans to Interu zmniejszył się. Jednak nadal to aż 5 punktów. Mimo, że piłkarsko Inter rzeczywiście jest drużyną o trochę wyższych umiejętnościach, to jako marka oraz zespół jest daleko za Juve. Wystarczy tylko przeczytać jak OFICJALNA strona interu komentuje sobotnie derby: "Faul Waltera Samuela na Alessandro Del Piero którego nie było, niepodyktowany rzut karny za przewinienie Fabio Cannavaro na Samuelu oraz Martina Caceresa na Diego Milito, a także kontrowersyjne odesłanie Jose Mourinho na trybuny". Kto widział mecz zgodzi się, że żadna z powyższych sytuacji nie była nawet kontrowersyjna. Szkoda, że Inter nadal nie dorósł do bycia mistrzem.
Można zdobyć mistrzostwo ale nie być mistrzem...
FORZA JUVE !!!
sobota, 28 listopada 2009
El Clásico
Wielkimi krokami zbliża się jeden z najbardziej ekscytujących pojedynków piłkarskich tego globu. W tym roku konfrontacja FC Barcelony z Realem Madryt jest szczególnie ciekawa, ponieważ Królewscy mają w końcu zespół mogący poważnie zagrozić faworyzowanej przez wielu Barcelonie. Bajońskie sumy wydane przez prezydenta Realu Pereza, muszą na siebie zarobić, a przecież nie ma lepszej okazji niż upokorzenie wielkiej Barcy na Camp Nou. Niestety wygranej Barcelony nie jestem już tak pewien jak rok temu.
Pomimo świetnego meczu z Interem, Barca ostatnio nie przekonuje. Remis z Bilbao na wyjeździe bezwzględnie wykorzystali Królewscy zajmując pozycję lidera, co niewątpliwie podbudowało ich nadszarpnięte morale. Jednak kluczowy może okazać się powrót C. Ronaldo. Bez niego Real nie jest już tak groźny. Póki co nie sprawdzają się Kaka i Benzema, a ktoś przecież musi zdobywać gole.
Kibicie Realu zacierali niedawno ręce z powodu kontuzji Messiego i Zlatana, oraz szalejącej grypy, która zdołała powalić kilku ważnych piłkarzy Barcy. Jednak Argentyńczyk i Szwed trenowali już z resztą zespołu i można się ich spodziewać w wyjściowej jedenastce. Podobnie jest z Yaya Toure, który zwalczył wirus N1H1 w zaledwie 7 dni i dostał od lekarzy zielone światło na występ w jutrzejszym spotkaniu.
Wygląda na to, że kłopoty kadrowe Barca ma już za sobą. Dodatkowo Iniesta oraz Abidal przedłużyli kontrakty o kolejne lata.
Plan Pellegriniego opierać się ma na wyeliminowaniu Xaviego, który według madryckiego szkoleniowca jest mózgiem drużyny. Ma to zapewnić Xabi Alonso, który indywidualnie ma pokryć Xaviego oraz taktyka dłuższego przetrzymywania piłki. Jak to będzie wyglądać w praktyce? To się okaże jutro.
Sercem jestem za Barceloną, która jest dla mnie tym co najlepsze w piłce (oprócz Valdesa :). VISCA EL BARCA !!!
Pomimo świetnego meczu z Interem, Barca ostatnio nie przekonuje. Remis z Bilbao na wyjeździe bezwzględnie wykorzystali Królewscy zajmując pozycję lidera, co niewątpliwie podbudowało ich nadszarpnięte morale. Jednak kluczowy może okazać się powrót C. Ronaldo. Bez niego Real nie jest już tak groźny. Póki co nie sprawdzają się Kaka i Benzema, a ktoś przecież musi zdobywać gole.
Kibicie Realu zacierali niedawno ręce z powodu kontuzji Messiego i Zlatana, oraz szalejącej grypy, która zdołała powalić kilku ważnych piłkarzy Barcy. Jednak Argentyńczyk i Szwed trenowali już z resztą zespołu i można się ich spodziewać w wyjściowej jedenastce. Podobnie jest z Yaya Toure, który zwalczył wirus N1H1 w zaledwie 7 dni i dostał od lekarzy zielone światło na występ w jutrzejszym spotkaniu.
Wygląda na to, że kłopoty kadrowe Barca ma już za sobą. Dodatkowo Iniesta oraz Abidal przedłużyli kontrakty o kolejne lata.
Plan Pellegriniego opierać się ma na wyeliminowaniu Xaviego, który według madryckiego szkoleniowca jest mózgiem drużyny. Ma to zapewnić Xabi Alonso, który indywidualnie ma pokryć Xaviego oraz taktyka dłuższego przetrzymywania piłki. Jak to będzie wyglądać w praktyce? To się okaże jutro.
Sercem jestem za Barceloną, która jest dla mnie tym co najlepsze w piłce (oprócz Valdesa :). VISCA EL BARCA !!!
czwartek, 26 listopada 2009
Z PESem jak z wyborami
Zauważyłem pewną ciekawą zależność dotyczącą Pro Evolution Soccer oraz wyborów (prezydenckich, do sejmu itp.). Mianowicie przed każdą odsłoną nowego PES`a są wielkie nadzieje na lepszą grywalność, ciekawsze rozwiązania, dokładniej odwzorowane statystyki, mniej irytującą muzykę i wiele innych. Dzień premiery jest, dla mnie jak i reszty ekipy, dniem równie ważnym co Nowy Rok czy Finał Ligi Mistrzów. Każdy odlicza dni i godziny do tego momentu powtarzając sobie w myślach : "Ten PES będzie lepszy!! Najlepszy ze wszystkich!!!". Wreszcie nadchodzi długo wyczekiwany dzień. Instalacja, podpięcie padów, szybka konfiguracja i Jadom Radom :D
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało ok. Ciekawe menu. Znośna muzyka. Więcej możliwości taktycznych. Wskaźnik "Overall rating" i player index. Brzmi super. Jedziemy z koksem!! Grafika też niczego sobie, lepiej być już chyba nie może :D Gwizdek sędziego i ... powrót do szarej rzeczywistości. Najczęściej używanym tekstem podczas gry jest "Nie tutaj ku***!" bo nawet Płaczek często ma problemy z celnym podaniem. Z podaniem, z którym nawet Mariusz Job nie miałby trudności! Pół biedy gdyby tylko to był jedyny minus. Zawsze przecież można "żyłować", przebiec pół boiska, minąć sześciu rywali i strzelić gola do pustej bramki. Wrrrróć. NIE MOŻNA. Drybling ograniczony jest do minimum a jego nauka jest totalnie nieintuicyjna. Najlepiej można dryblować stojąc w miejscu (sic!).
Jedziemy dalej. Podania na wyjście to kolejna porażka. Raz za słabo, raz za mocno. Manuala nie używam bo nie mam gałek w padzie ;P Bramkarze popełniają kuriozalne błędy, chociaż do tego PES już nas przyzwyczaił. Przyjęcie piłki trwa godzinę a i często gracze z Technique 90 mają z nim spore problemy. Mecze są nudne, brakuje ciekawych akcji oraz efektownych bramek. Okazuje się również, że nie ma możliwości zapisania pełnych taktyk, jedynie ustawienia. Już po godzinie gry na myśl przychodzi tysiąc prostych w implementacji i bez wątpienia użytecznych rozwiązań, o których KONAMI najwyraźniej zapomniało (czy oni w ogóle testowali tę grę ???).
Moja ocena 3/10.
Wrócę jeszcze do tematu posta.
Dlaczego PES jest jak wybory? Bo przed każdą nową edycją są nadzieje na "lepsze jutro", które zaledwie po kilku chwilach odchodzą w niepamięć...
PS. Chyba zaraz zagram sobie w Become a Legend :P
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało ok. Ciekawe menu. Znośna muzyka. Więcej możliwości taktycznych. Wskaźnik "Overall rating" i player index. Brzmi super. Jedziemy z koksem!! Grafika też niczego sobie, lepiej być już chyba nie może :D Gwizdek sędziego i ... powrót do szarej rzeczywistości. Najczęściej używanym tekstem podczas gry jest "Nie tutaj ku***!" bo nawet Płaczek często ma problemy z celnym podaniem. Z podaniem, z którym nawet Mariusz Job nie miałby trudności! Pół biedy gdyby tylko to był jedyny minus. Zawsze przecież można "żyłować", przebiec pół boiska, minąć sześciu rywali i strzelić gola do pustej bramki. Wrrrróć. NIE MOŻNA. Drybling ograniczony jest do minimum a jego nauka jest totalnie nieintuicyjna. Najlepiej można dryblować stojąc w miejscu (sic!).
Jedziemy dalej. Podania na wyjście to kolejna porażka. Raz za słabo, raz za mocno. Manuala nie używam bo nie mam gałek w padzie ;P Bramkarze popełniają kuriozalne błędy, chociaż do tego PES już nas przyzwyczaił. Przyjęcie piłki trwa godzinę a i często gracze z Technique 90 mają z nim spore problemy. Mecze są nudne, brakuje ciekawych akcji oraz efektownych bramek. Okazuje się również, że nie ma możliwości zapisania pełnych taktyk, jedynie ustawienia. Już po godzinie gry na myśl przychodzi tysiąc prostych w implementacji i bez wątpienia użytecznych rozwiązań, o których KONAMI najwyraźniej zapomniało (czy oni w ogóle testowali tę grę ???).
Moja ocena 3/10.
Wrócę jeszcze do tematu posta.
Dlaczego PES jest jak wybory? Bo przed każdą nową edycją są nadzieje na "lepsze jutro", które zaledwie po kilku chwilach odchodzą w niepamięć...
PS. Chyba zaraz zagram sobie w Become a Legend :P
poniedziałek, 23 listopada 2009
Borderlands
Do niedawna myślałem, że etap gier komputerowych mam już za sobą (PES się nie liczy oczywiście) a tu nagle pojawił się Borderlands. Muszę przyznać, że jednym z powodów dla których nie gram jest fakt, że obecnie pojawiające się gry zazwyczaj kopiują rozwiązania z gier wcześniejszych. Nic nowego się nie pojawia (lub ja o tym nie wiem;) ). Dlatego głównym powodem mojego zainteresowania Borderlands jest jego innowacyjność.
Połączenie RPG i FPS ? Musicie przyznać, że tego jeszcze nie grali, a szkoda bo jak się okazało to genialne połączenie! Gra klimatem nawiązuje do słynnej serii Fallout (bardzo alternatywna wizja przyszłości, zdegenerowanej i zniszczonej). Do dyspozycji mamy 4 postacie (sam grałem Hunterem i gorąco polecam, bo przecież nie ma nic lepszego jak headshoty ze snajperki :D). Powiem szczerze, że nie potrafię streścić fabuły. Po prostu mnie nie interesowała. Było coś tam o "the Vault" i tyle pamiętam. Tak to już chyba jest z tego typu grami. Ważniejsza jest grywalność, a tej Borderlands odmówić nie można. Mnóstwo ułatwień, zaledwie kilka podstawowych statystyk, proste ścieżki rozwoju, samochód i teleportacja (patrz "punkt nawigacyjny" w diablo 2). Wszystko to sprawia, że gra się bezstresowo i płynnie.
Gdybym miał wymienić 3 największe plusy tej gry to nie wahałbym się długo.
1.Klimat - muzyka, specyficzna komiksowa grafika i "psycho midget"
2.Losowo generowane bronie ! Jak w diablo :D
3.Multiplayer
Niestety Borderlands nie działają na moim prehistorycznym sprzęcie (ukłony w stronę Krupnika, Krzycha i Sparrowa) dlatego grę przeszedłem jedynie Hunterem, jednak możecie być pewni, że jak tylko wymienię bebechy temu staremu gratowi to reszta postaci również nie będzie mieć przede mną tajemnic.
Połączenie RPG i FPS ? Musicie przyznać, że tego jeszcze nie grali, a szkoda bo jak się okazało to genialne połączenie! Gra klimatem nawiązuje do słynnej serii Fallout (bardzo alternatywna wizja przyszłości, zdegenerowanej i zniszczonej). Do dyspozycji mamy 4 postacie (sam grałem Hunterem i gorąco polecam, bo przecież nie ma nic lepszego jak headshoty ze snajperki :D). Powiem szczerze, że nie potrafię streścić fabuły. Po prostu mnie nie interesowała. Było coś tam o "the Vault" i tyle pamiętam. Tak to już chyba jest z tego typu grami. Ważniejsza jest grywalność, a tej Borderlands odmówić nie można. Mnóstwo ułatwień, zaledwie kilka podstawowych statystyk, proste ścieżki rozwoju, samochód i teleportacja (patrz "punkt nawigacyjny" w diablo 2). Wszystko to sprawia, że gra się bezstresowo i płynnie.
Gdybym miał wymienić 3 największe plusy tej gry to nie wahałbym się długo.
1.Klimat - muzyka, specyficzna komiksowa grafika i "psycho midget"
2.Losowo generowane bronie ! Jak w diablo :D
3.Multiplayer
Niestety Borderlands nie działają na moim prehistorycznym sprzęcie (ukłony w stronę Krupnika, Krzycha i Sparrowa) dlatego grę przeszedłem jedynie Hunterem, jednak możecie być pewni, że jak tylko wymienię bebechy temu staremu gratowi to reszta postaci również nie będzie mieć przede mną tajemnic.
czwartek, 19 listopada 2009
Byłem w błędzie
Przyznaję się bez bicia. Myliłem się. Myliłem się jak nigdy dotąd. Przepraszam.
Thierry Henry to największy piłkarski skur***** jakiego w życiu widziałem, a reprezentacja Francji nie zasługuje na finały w RPA !
Koniec kropka. Zdania nie zmienię już nigdy w życiu!
W życiu nie ma sprawiedliwości. Podobnie jest w sporcie. We wczorajszym rewanżowym meczu decydującym o awansie do przyszłorocznych Mistrzostw Świata spotkały się Francja oraz Irlandia. Po pierwszym meczu wygranym przez Francuzów 0:1 (bramka po rykoszecie) prawie nikt nie widział innego rozwiązania jak łatwy awans Francuzów. Jednak Irlandia nie dała za wygraną i od początku naciskała. Wynik spotkania otworzył Robbie Keane już w 33 minucie. Przyznam, że od razu pomyślałem o karnych, w których wszystko może się zdarzyć, a Given to przecież bramkarz z najwyższej półki. Francja starała się odrobić stratę jednak nie mogli złapać właściwego rytmu i pomimo wielu strzałów nie zdołali wyrównać przed upływem regulaminowego czasu gry.
Dogrywka.
104 minuta. Rzut wolny. Czy był spalony to już mniej ważne. Ważny jest natomiast fakt, że thierry henry przyjął piłkę ręką ! Pewnie powiecie, że przy ciele albo przypadek. NIE NIE NIE !! Nie podam teraz linka gdzie możecie zobaczyć całą akcję bo filmiki są sukcesywnie usuwane z YouTube`a. Była to bezczelna ręka, gdyby tak nie przyjął piłka wyszłaby poza linię końcową i zapewne doszłoby do karnych. Ale henryk zdołał podać do Gallasa, który wpakował piłkę do pustej bramki. Irlandia nie zdołała już się podnieść i nie odrobiła strat.
Czary goryczy dopełniają pomeczowe wypowiedzi trenera Francuzów Raymonda Domenecha i henrego. Ten pierwszy napisał, że ręki nie widział, i że to dziennikarze tylko o tym mówią! Nie widział powtórek i nie ma zamiaru ich oglądać. Henry natomiast stwierdził bezczelnie, że owszem piłka go TRAFIŁA (co już jest oszustwem bo sam jął "złapał" ręką) , oraz że powinien zostać odgwizdany rzut wolny. Powiedział również, że to Irlandia była lepsza i powinna awansować. FIFA i UEFA się cieszy, bo co to za mistrzostwa bez Francji. Platini pewnie skacze z radości...
Francji zawsze brakowało i będzie brakować HONORU oraz ODWAGI!!!
Thierry Henry to największy piłkarski skur***** jakiego w życiu widziałem, a reprezentacja Francji nie zasługuje na finały w RPA !
Koniec kropka. Zdania nie zmienię już nigdy w życiu!
W życiu nie ma sprawiedliwości. Podobnie jest w sporcie. We wczorajszym rewanżowym meczu decydującym o awansie do przyszłorocznych Mistrzostw Świata spotkały się Francja oraz Irlandia. Po pierwszym meczu wygranym przez Francuzów 0:1 (bramka po rykoszecie) prawie nikt nie widział innego rozwiązania jak łatwy awans Francuzów. Jednak Irlandia nie dała za wygraną i od początku naciskała. Wynik spotkania otworzył Robbie Keane już w 33 minucie. Przyznam, że od razu pomyślałem o karnych, w których wszystko może się zdarzyć, a Given to przecież bramkarz z najwyższej półki. Francja starała się odrobić stratę jednak nie mogli złapać właściwego rytmu i pomimo wielu strzałów nie zdołali wyrównać przed upływem regulaminowego czasu gry.
Dogrywka.
104 minuta. Rzut wolny. Czy był spalony to już mniej ważne. Ważny jest natomiast fakt, że thierry henry przyjął piłkę ręką ! Pewnie powiecie, że przy ciele albo przypadek. NIE NIE NIE !! Nie podam teraz linka gdzie możecie zobaczyć całą akcję bo filmiki są sukcesywnie usuwane z YouTube`a. Była to bezczelna ręka, gdyby tak nie przyjął piłka wyszłaby poza linię końcową i zapewne doszłoby do karnych. Ale henryk zdołał podać do Gallasa, który wpakował piłkę do pustej bramki. Irlandia nie zdołała już się podnieść i nie odrobiła strat.
Czary goryczy dopełniają pomeczowe wypowiedzi trenera Francuzów Raymonda Domenecha i henrego. Ten pierwszy napisał, że ręki nie widział, i że to dziennikarze tylko o tym mówią! Nie widział powtórek i nie ma zamiaru ich oglądać. Henry natomiast stwierdził bezczelnie, że owszem piłka go TRAFIŁA (co już jest oszustwem bo sam jął "złapał" ręką) , oraz że powinien zostać odgwizdany rzut wolny. Powiedział również, że to Irlandia była lepsza i powinna awansować. FIFA i UEFA się cieszy, bo co to za mistrzostwa bez Francji. Platini pewnie skacze z radości...
Francji zawsze brakowało i będzie brakować HONORU oraz ODWAGI!!!
piątek, 6 listopada 2009
Rollercoaster i kręgle
Pewnie niektórzy z Was kojarzą grę Rollercoaster Tycoon. Taka zabawna gra, w której jesteś właścicielem i zarazem konstruktorem wesołego miasteczka. Sam trochę godzin przy niej spędziłem ale nigdy nie przyszły mi na myśl zabawy tego typu ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)